Miałam w zeszłym tygodniu taki spacer z długą rozmową. O życiu. O miłości. O korzystaniu z bycia singlem.
Mój rozmówca powiedział, że mogę się z nim nie zgadzać, że on jest facetem i pewnie widzi to inaczej. I widział. Nie dlatego, że jest facetem, tylko dlatego, że ma przyjęte inne wartości w życiu.
Tak więc.
Nie zgadzam się, że mieszkanie samemu jest czymś dziwnym. Uważam że pozwala dobrze poznać samego siebie, zatęsknić za życiem rodzinnym, dobrze przygotować się do bycia mężem/żoną.
Nie zgadzam się, że będąc singlem mam prawo do relaksu i oderwania się od codziennego życia poprzez umówienie się na randkę i zakończenie jej seksem. To, że nie jestem w żadnym związku, nie znaczy, że nie zdradzam mojego przyszłego męża. Randka randką, ale raczej na pierwszą to golf pod szyję. Istotne są inne rzeczy.
Nie zgadzam się również na opcję, że będąc w związku, seks jest dobrą metodą na przywiązanie mężczyzny do siebie, nie jest też dobrą metodą na rozwiązywanie problemów i przepraszanie za zepsuty samochód. O, nie.
Uważam natomiast że w relacjach damsko męskich ważna jest rozmowa. Ważne jest poznanie siebie nawzajem, zaprzyjaźnienie (o dziwo to się spotkało że zrozumieniem).
Ważne jest zaufanie i szacunek do wartości, które wyznaje nasza ukochana osoba. To co dla Ciebie jest ważne, ważne jest też i dla mnie. I chce dla Ciebie dobra. Ale z moich wartości, które nota bene wynikają z mojej wiary, nie zrezygnuję.
W sumie to ciekawe że przez poprzednie ćwierćwiecze mojego życia przebrnęłam płynnie i bez zastanawiania się jakimi wartościami chcę się w życiu kierować...