Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

piątek, 29 grudnia 2017

postanowienia, kamienie milowe i takie tam

Mam takie wrażenie, że co roku, końcem grudnia, wpadamy w wielki popłoch. Bo przecież trzeba wymyślić jaki będzie kolejny rok, zrobić jakiś plan działania, wytyczyć sobie jakąś ścieżkę kariery, ustawić kolejne kamienie milowe, podjąć nowych pasji, podjąć postanowienia i wyzwania!
Może jest takich ludzi coraz mniej, ale jednak, wszędzie się słyszy o postanowieniach noworocznych. Znów będą tłumy na siłowni, znów będzie trzeba z wyprzedzeniem zapisać się na trening, znów będą tłumy w szatniach basenowych. W sumie może to bardziej efekt świątecznego obżarstwa niż postanowień noworocznych, sama nie wiem.
W każdym razie prawdopodobnie większość tych planów legnie w gruzach jeszcze w styczniu, co Amerykanie postanowili uczcić ustanawiając Blue Monday
Możemy jeszcze dodać slogan "Najbliższy rok będzie rokiem wielu decyzji" i już czujemy, że możemy kończyć 2017ty. 
A gdyby tak jednak...
nie robić żadnych planów? Nie wypełniać kalendarza postanowieniami?
I dać się ponieść?
Może właśnie to co niezaplanowane przyniesie nam więcej dobra, niż nasze bardziej lub mniej bogate plany?
Wydaje mi się, że w zeszłym roku podzieliłam sobie różne obszary życia na planowanie w różnych miesiącach roku kalendarzowego. Ale i tak dopadła mnie gorączka myśli "co przyniesie mi nowy rok?". Próbuję znów wrócić do dawnego trybu, zobaczymy co będzie, plany kontynuuję z okresu wakacyjnego, gdy człowiek ma świeższą głowę.
A Ty? Jak podchodzisz do noworocznego planowania? Może masz na to jakiś sposób, który sprawdza się od lat? 
Pozostając w okresie świętowania, najlepsze życzenia dla Ciebie i Twojej Rodziny!

niedziela, 17 grudnia 2017

Adwent

Jeszcze tylko tydzień. A zaczynałam z kilkoma mocnymi postanowieniami i nadzieją, na kolejne małe nawrócenie.  Ale nie czuję się po tych dwóch tygodniach lepszym człowiekiem. Ani nawróconym. Ale ciągle jest szansa. Mnogość różnego rodzaju rekolekcji jest wręcz przytłaczająca. Może znajdę jeszcze coś dla siebie? Coś, co pokaże mi, że dobrze przeżyłam ten adwent?
Tak naprawdę, to wcale nie wiem, co to znaczy. Co roku mam jakiś problem z tym czasem. Czy powinnam się w nim wyciszyć? Pościć? Nawracać? Jak odkryć tą radość oczekiwania? Co to w ogóle znaczy przygotować swoje serce na Boże Narodzenie?
Jedną mam w sobie myśl, która chodzi za mną dzięki odsłuchanym rekolekcjom ks. Węgrzyniaka. w adwencie chodzi o oczekiwanie. Takie prawdziwe. O pielęgnowanie w sobie tęsknoty za Bogiem, za Jego bliskością, Jego przyjściem. Tyle razy mówimy przyjdź Panie Jezu, ale tak naprawdę wcale tego nie chcemy. Bo przecież jak przyjdzie, to coś zburzy albo coś zabierze. Albo myślimy przyjdź, ale jeszcze nie teraz. Odnajduję w tym swoje myślenie i swoją modlitwę. Więc chodzi chyba o to, żeby po pierwsze rozpalić w sobie tęsknotę. Jak za dawno niewidzianym bliskim, na którego powrót z podróży czekamy. Jest w tym taka dobra niecierpliwość. Odliczanie dni. Ekscytacja. I tak chyba powinno tęsknić nasze serce. A jeśli już jest w nim to wyczekiwanie, to warto je chyba pielęgnować. Jak? Wszystko opiera się na relacji. Im jest mi ktoś bliższy, tym bardziej czekam na spotkanie z nim. Takie prawdziwe, twarzą w twarz. Więc myślę sobie, że cały adwent rozbija się o to. Żeby Boga poznawać. Żeby bronić myśli, że On jest dobry. Żeby zacząć żyć Jego obietnicami.
Jeszcze tylko tydzień.