Moje ostatnie milczenie to trochę zaniedbanie. To bieganie w te i we wte za ludźmi, za rzeczami, z pudełkami i innymi sprawunkami. Jeszcze kilka dni i się przeprowadzę, spróbuję ustatkować choć na ten krótki moment.
Tymczasem miałam ostatnio dużo rozmów, częściowo z tymi samymi ludźmi. I doszliśmy w pewnym momencie to wniosku, którym chciałam się z Tobą podzielić.
Mianowicie "wszyscy się czymś stresujemy".
A to, że nowe studia, albo nie pozdawane jeszcze egzaminy. Albo że nowa praca, albo w ogóle pierwsza. Albo że jej ciągle (lub znów) nie ma. I nowe mieszkanie, nowi współlokatorzy albo nie wiadomo co jeszcze.
W każdym razie każdego z nas coś nęka i pewnie tak już będzie zawsze, do końca. I pojawia się pytanie: czy się tym dzielić i obciążać naszych najbliższych?
Nie umiem na nie odpowiedzieć, ale widzę jakie wsparcie ostatnio otrzymałam. Nawet samo siedzenie i patrzenie jak dzielę moje graty na trzy pudełka było niesamowicie pomocne.
I rodzi się w moim sercu ogromna wdzięczność za ludzi, których Pan Bóg postawił na mojej drodze życia. Za tych, którzy teraz, w tym ostatnim czasie byli blisko. I nawet jeśli nam się nie uda utrzymać tych znajomości do końca, to one są naprawdę teraz ważne. Więc dziękuję i ma radość nie ma końca.
Dlaczego i po co.
Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...
czwartek, 28 sierpnia 2014
sobota, 16 sierpnia 2014
Bronić siebie.
Miałam małą sprzeczkę, w której usłyszałam dosyć przykre słowa. I pierwszy raz w całym moim życiu wyszłam im naprzeciw. Wiedziałam, że były nieprawdą. Stanęłam sama w swojej obronie. To dla mnie trochę nowość. Bo wiesz, przez długie lata słuchałam podszeptów złego, że jaka to ja jestem do niczego, ani to mądre, ani ładne, ani nic dobrze zrobić nie umie... Chyba wiesz jak to jest nie? W końcu kto z nas tego nie przeżywał. Potem przyszło moje nawrócenie i powoli do tych wszystkich kłamstw zaczęła wkradać się Prawda. I Słowo, które jest "żywe,
skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, zdolne osądzić pragnienia i
myśli serca". I przemieniło mnie aż tak, że wytoczyłam ciężkie działa naprzeciw nieprzyjaciela kłamstwom. Dumna jestem z siebie, muszę powiedzieć. Cała ta sytuacja dodała mi dużo odwagi. Odwagi, żeby bronić swojego serca.
"Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było BARDZO DOBRE" Rdz 1,27; 31
"Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było BARDZO DOBRE" Rdz 1,27; 31
czwartek, 14 sierpnia 2014
Pielgrzymkowe cuda.
Nie lubię powrotów. Te 7 dni dreptania z Dominikanami to czas tak wyjątkowy i tak oderwany od rzeczywistości, tak przesiąknięty Bożą łaskawością i obecnością, tak cieszący i wymagający, że kiedy człowiek wraca na stare śmieci, to nie umie się jakoś odnaleźć...
I myślę sobie, że cały czar pielgrzymki polega na dzieleniu swojej modlitwy, swojego czasu, swoich rozmów i milczenia z ludźmi, którzy wierzą jak ja, z ludźmi o pięknych historiach i sercach, z ludźmi, przed którymi nie trzeba jakoś ukrywać swoich poglądów, swojej religijności, swojego zachwytu Bogiem. Dlatego potem powroty do rzeczywistości są trudne. Dla mnie.
Muszę Ci powiedzieć, że w tym roku wyjątkowo odczułam opiekę Taty. Miałam ze sobą tylko kilka złotych i na początku martwiłam się, jak to będzie, przecież coś na ząb trzeba będzie kupić... ale jak się Mu wszystko odda to sam o wszystko się zatroszczy! I wszystkiego miałam w obfitości, za sprawą szczodrych ludzi, którzy zawsze byli obok. Puentą niech będzie sytuacja z ostatniego postoju na dzień przed wejściem do Częstochowy. Ledwo zdążyłam powiedzieć, że 'nie mam nic na kolację', a tu zjawił się pan rozdający drożdżówki! :)
I przez cały czas pielgrzymowania Tata powtarzał mi jedno: "patrz na Mnie, nie trać Mnie z oczu". I z tym przyjechałam i w tym staram się trwać. Codziennie.
I myślę sobie, że cały czar pielgrzymki polega na dzieleniu swojej modlitwy, swojego czasu, swoich rozmów i milczenia z ludźmi, którzy wierzą jak ja, z ludźmi o pięknych historiach i sercach, z ludźmi, przed którymi nie trzeba jakoś ukrywać swoich poglądów, swojej religijności, swojego zachwytu Bogiem. Dlatego potem powroty do rzeczywistości są trudne. Dla mnie.
Muszę Ci powiedzieć, że w tym roku wyjątkowo odczułam opiekę Taty. Miałam ze sobą tylko kilka złotych i na początku martwiłam się, jak to będzie, przecież coś na ząb trzeba będzie kupić... ale jak się Mu wszystko odda to sam o wszystko się zatroszczy! I wszystkiego miałam w obfitości, za sprawą szczodrych ludzi, którzy zawsze byli obok. Puentą niech będzie sytuacja z ostatniego postoju na dzień przed wejściem do Częstochowy. Ledwo zdążyłam powiedzieć, że 'nie mam nic na kolację', a tu zjawił się pan rozdający drożdżówki! :)
I przez cały czas pielgrzymowania Tata powtarzał mi jedno: "patrz na Mnie, nie trać Mnie z oczu". I z tym przyjechałam i w tym staram się trwać. Codziennie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)