Moje ostatnie milczenie to trochę zaniedbanie. To bieganie w te i we wte za ludźmi, za rzeczami, z pudełkami i innymi sprawunkami. Jeszcze kilka dni i się przeprowadzę, spróbuję ustatkować choć na ten krótki moment.
Tymczasem miałam ostatnio dużo rozmów, częściowo z tymi samymi ludźmi. I doszliśmy w pewnym momencie to wniosku, którym chciałam się z Tobą podzielić.
Mianowicie "wszyscy się czymś stresujemy".
A to, że nowe studia, albo nie pozdawane jeszcze egzaminy. Albo że nowa praca, albo w ogóle pierwsza. Albo że jej ciągle (lub znów) nie ma. I nowe mieszkanie, nowi współlokatorzy albo nie wiadomo co jeszcze.
W każdym razie każdego z nas coś nęka i pewnie tak już będzie zawsze, do końca. I pojawia się pytanie: czy się tym dzielić i obciążać naszych najbliższych?
Nie umiem na nie odpowiedzieć, ale widzę jakie wsparcie ostatnio otrzymałam. Nawet samo siedzenie i patrzenie jak dzielę moje graty na trzy pudełka było niesamowicie pomocne.
I rodzi się w moim sercu ogromna wdzięczność za ludzi, których Pan Bóg postawił na mojej drodze życia. Za tych, którzy teraz, w tym ostatnim czasie byli blisko. I nawet jeśli nam się nie uda utrzymać tych znajomości do końca, to one są naprawdę teraz ważne. Więc dziękuję i ma radość nie ma końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz