Oktawa! Ósemka piękna. I mięso w piątek jeść można. I szaleć. I tańczyć i śpiewać na głos.
Odłożyłam kiełbasę na jutro. I cieszę się ze Zmartwychwstania.
Jakoś tak nie mogłam wczoraj wieczorem i dziś było ciężko. Jakieś takie smuty. Ale mi się przypomniało. Że On dla mnie ukrzyżowan i zmartwychwstał. Alleluja! Cieszmy się i weselmy!
Pięknie dziś papież Franciszek mówił. Że nie możemy być chrześcijanami-nietoperzami. Nie możemy żyć w cieniu i mroku smutków. Nasz Pan żyje! Prawdziwie! Czy to nie wystarczający powód do radości? Każdego dnia. Nie tylko w oktawie.
Dlaczego i po co.
Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...
czwartek, 24 kwietnia 2014
niedziela, 20 kwietnia 2014
Zmartwychwstały
W czasie Liturgii Paschalnej miałam myśl. O Nim. I mi uciekła. Może wróci przy kolejnym Triduum, a może dopiero u Niego.
Piękne są teksty czytań Liturgii Sobotniej. Widzimy tam przede wszystkim, że Pana Boga się czyta od tyłu. Oni większości tego co się działo, nie rozumiemy. My, mamy to szczęście, że możemy się karmić Słowem, czytać opisy i świadectwa. I wszystkie czytania, razem z psalmami tworzą taką jedność. I mówią nam niezmiennie: On Cię kocha. On umarł na krzyżu, aby Cię zbawić. Nigdy nie jesteś sam(a).
Więc wierzmy! Nie bójmy się tego! I popychajmy innych do wiary. I biegnijmy głosić, że On żyje.
Prawdziwie Zmartwychwstał!
Piękne są teksty czytań Liturgii Sobotniej. Widzimy tam przede wszystkim, że Pana Boga się czyta od tyłu. Oni większości tego co się działo, nie rozumiemy. My, mamy to szczęście, że możemy się karmić Słowem, czytać opisy i świadectwa. I wszystkie czytania, razem z psalmami tworzą taką jedność. I mówią nam niezmiennie: On Cię kocha. On umarł na krzyżu, aby Cię zbawić. Nigdy nie jesteś sam(a).
Więc wierzmy! Nie bójmy się tego! I popychajmy innych do wiary. I biegnijmy głosić, że On żyje.
Prawdziwie Zmartwychwstał!
czwartek, 10 kwietnia 2014
Siła i dobroć
Byłam wczoraj na "Niezgodnej" z dwoma przyjaciółkami. Wzdychałyśmy wszystkie do głównego bohatera, oh i ah. Zachwycająca filmowa postać, jak nic! I może nie byłoby w tym nic niezwykłego, w końcu wiadomo, każda z nas ma jakichś ulubieńców ekranowych. Ale ja już nie pamiętam, kiedy ostatnio tak mnie ruszyło! No naprawdę, coś niezwykłego...Więc zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi, czemu ten lepszy od innych.
I chyba chodzi o to, że ten główny bohater to nie żaden kochaś ani sława tylko bohater. Ale bohater o dobrym sercu. Bo wiadomo, bohaterów to w filmach na pęczki, ale jeden drugiemu nierówny. Myślę, że to, co mnie tak bardzo urzekło, to ta siła, gwałtowność i dobre serce.
A potem pomyślałam o mężczyznach w Kościele. O tych, których znam. Tych o wielkim sercu - na pęczki! Ale takich, o których mogłabym powiedzieć, że odważni i silni, to już trudniej znaleźć...Nie myślisz?
Że tak jak my-kobiety często tracimy nasze przekonanie o wyjątkowości i pięknie, które jest w nas wpisane, tak oni-mężczyźni często tracą swoje waleczne serca.
Siła i dobroć. Tak. To jest sedno. Teraz już rozumiem, dlaczego ks. Pawlukiewicz mówił, żeby nie brać za męża mężczyzny, który się nigdy nie bił i nie chodził po drzewach :P
No i jest oczywiście druga strona medalu - taki mężczyzna też szuka odpowiedniej kobiety. Ale to już inna bajka...
I chyba chodzi o to, że ten główny bohater to nie żaden kochaś ani sława tylko bohater. Ale bohater o dobrym sercu. Bo wiadomo, bohaterów to w filmach na pęczki, ale jeden drugiemu nierówny. Myślę, że to, co mnie tak bardzo urzekło, to ta siła, gwałtowność i dobre serce.
A potem pomyślałam o mężczyznach w Kościele. O tych, których znam. Tych o wielkim sercu - na pęczki! Ale takich, o których mogłabym powiedzieć, że odważni i silni, to już trudniej znaleźć...Nie myślisz?
Że tak jak my-kobiety często tracimy nasze przekonanie o wyjątkowości i pięknie, które jest w nas wpisane, tak oni-mężczyźni często tracą swoje waleczne serca.
Siła i dobroć. Tak. To jest sedno. Teraz już rozumiem, dlaczego ks. Pawlukiewicz mówił, żeby nie brać za męża mężczyzny, który się nigdy nie bił i nie chodził po drzewach :P
No i jest oczywiście druga strona medalu - taki mężczyzna też szuka odpowiedniej kobiety. Ale to już inna bajka...
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
tęsknota a marzenie.
Tak sobie myślę, ile w tej tęsknocie Twej jest marzenia? Takiego myślenia co by było gdyby...
Czy to nie tak, że ta "zła tęsknota" bardziej jest strachem, że coś nam nie wyszło?
A co z życiem tu i teraz? Ile czasu Twojego dziennego to myślenie o tym co było? A ile o tym co będzie? A gdzie teraźniejszość? Gdzie tu i teraz?
Budzę się rano i słyszę ptaszki, te wiosenne. I wiem, że śpiewają na Bożą Chwałę. A mimo wszystko ogarnia mnie myślenie, że mogło by być lepiej, przyjemniej, że byłoby po co wstawać... I wiesz co? Myślę, że to straszne kłamstwo. I staczam walkę co dzień. Żeby wstać. Już nie ma opcji brania laptopa do łóżka. Zaczyna się dzień od rozmowy z Najlepszym Przyjacielem. Już nie ma myślenia co by było gdyby budzić się gdzieś indziej, przy kimś innym. Mam to, co mam. I jestem Mu za to wdzięczna. Za każdy uśmiech i każdy krok.
Popatrz, czy to co Cię spotyka nie jest dobre? On ma we wszystkim plan. Ale zobaczysz to za trochę, jak już się skończy to co On Ci zaplanował. Bo wiesz, Pana Boga trzeba czytać od tyłu. Uczniowie też nie rozumieli co Pan Jezus do nich mówił, nie? Dopiero jak umarł, to im się klapki na oczach otworzyły, a tak to nic a nic nie rozumieli...
Więc... cierpliwości! Ufności! I wiary! To co Cię spotyka to nie przypadek. Miej siły do walki!
Czy to nie tak, że ta "zła tęsknota" bardziej jest strachem, że coś nam nie wyszło?
A co z życiem tu i teraz? Ile czasu Twojego dziennego to myślenie o tym co było? A ile o tym co będzie? A gdzie teraźniejszość? Gdzie tu i teraz?
Budzę się rano i słyszę ptaszki, te wiosenne. I wiem, że śpiewają na Bożą Chwałę. A mimo wszystko ogarnia mnie myślenie, że mogło by być lepiej, przyjemniej, że byłoby po co wstawać... I wiesz co? Myślę, że to straszne kłamstwo. I staczam walkę co dzień. Żeby wstać. Już nie ma opcji brania laptopa do łóżka. Zaczyna się dzień od rozmowy z Najlepszym Przyjacielem. Już nie ma myślenia co by było gdyby budzić się gdzieś indziej, przy kimś innym. Mam to, co mam. I jestem Mu za to wdzięczna. Za każdy uśmiech i każdy krok.
Popatrz, czy to co Cię spotyka nie jest dobre? On ma we wszystkim plan. Ale zobaczysz to za trochę, jak już się skończy to co On Ci zaplanował. Bo wiesz, Pana Boga trzeba czytać od tyłu. Uczniowie też nie rozumieli co Pan Jezus do nich mówił, nie? Dopiero jak umarł, to im się klapki na oczach otworzyły, a tak to nic a nic nie rozumieli...
Więc... cierpliwości! Ufności! I wiary! To co Cię spotyka to nie przypadek. Miej siły do walki!
sobota, 5 kwietnia 2014
Rozdwojenie
Usłyszałam wczoraj trafny przytyk, dzięki któremu zobaczyłam, jaka jestem rozdwojona, ile mam w sobie sprzecznych emocji i pragnień. Czuję się samotna, ale uciekam przed bliskimi. Tęsknię za utraconą przyjaźnią, ale nie chcę wpuszczać tej drugiej osoby do mojego serca. Nie chcę marnować życia, ale wybieram leżenie w łóżku z laptopem. Pragnę pokochać Chrystusa, ale poświęcam mu tak mało czasu....
Niesamowite, jak człowiek może być podzielony. Chcę - nie chcę, nie chcę - chcę. I żadne z tych pragnień nie wygrywa, za to męczy serce.
Po tym olśnieniu przyszło mi do głowy, że przecież "każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali". Oj tak, wali się, wali. Tylko może musi runąć, żeby powstało coś nowego, pięknego i dobrego, zbudowanego na skale?
"Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą." Ps 127,1
Niesamowite, jak człowiek może być podzielony. Chcę - nie chcę, nie chcę - chcę. I żadne z tych pragnień nie wygrywa, za to męczy serce.
Po tym olśnieniu przyszło mi do głowy, że przecież "każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali". Oj tak, wali się, wali. Tylko może musi runąć, żeby powstało coś nowego, pięknego i dobrego, zbudowanego na skale?
"Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą." Ps 127,1
piątek, 4 kwietnia 2014
Tęsknota
Z tą to kompletnie nie wiem co robić. Oczywiście tęsknota tęsknocie nierówna. Czasem chciałabym wrócić do beztroski dzieciństwa, czasem do pewnych smaków albo zapachów. Ale ta tęsknota ma w sobie coś dobrego, nie paraliżuje, nie przejmuje. Kiedy tęsknię za kimś, kto nie wróci, za chwilami, które nie doczekają kontynuacji, rodzą się trudne emocje, ta 'niedobra' tęsknota. Ja wiem, wiem, nie ma złych emocji, ale...Jak się jej poddaję to kończę płaczem. Więc czasem podchodzę ją tak intelektualnie i próbuję sobie wytłumaczyć, że taka kolej rzeczy, są straty z którymi trzeba się pogodzić i inne takie..Ale ona wciąż wraca, wciąż ta sama, czasem uderza ze zdwojoną siłą. I rządzi.
Może Ty wiesz, jak sobie z nią radzić?
Może Ty wiesz, jak sobie z nią radzić?
wtorek, 1 kwietnia 2014
Strach.
Jak już przechodzimy do emocji, to na całego.
Ostatnio chodzi ze mną strach. Dużo miałam ciężkich spraw na głowie, trochę pracy, trochę mgr, ciężkie decyzje, mało snu i to wszystko się złożyło na totalne wyczerpanie. I miałam taki moment że chciałam się schować pod stół, zakopać pod kołdrą i nigdy nie wyjść na światło dzienne.
I jak przychodziłam do kogokolwiek na moment, na chwilę, siadałam, to zbierało mi się na płacz. Aż sobie uświadomiłam, że paraliżuje mnie strach. Taki ludzki strach, na to co jest, na to czemu nie podołam, na to co będzie.
Co robić ze strachem? Oddać Panu Jezusowi! Zabierz mój strach, zabierz mój strach, zabierz mój straach!.
Jasne, że jest to trudne. Ciężko się przyznać do tego że się boi. Ciężko to nazwać po imieniu. Ale oddanie Mu tego jest uwolnieniem, łaską. Nie mówię, że teraz jest łatwiuśko i że wszystko się układa. Ale nie jestem sama! :)
Ostatnio chodzi ze mną strach. Dużo miałam ciężkich spraw na głowie, trochę pracy, trochę mgr, ciężkie decyzje, mało snu i to wszystko się złożyło na totalne wyczerpanie. I miałam taki moment że chciałam się schować pod stół, zakopać pod kołdrą i nigdy nie wyjść na światło dzienne.
I jak przychodziłam do kogokolwiek na moment, na chwilę, siadałam, to zbierało mi się na płacz. Aż sobie uświadomiłam, że paraliżuje mnie strach. Taki ludzki strach, na to co jest, na to czemu nie podołam, na to co będzie.
Co robić ze strachem? Oddać Panu Jezusowi! Zabierz mój strach, zabierz mój strach, zabierz mój straach!.
Jasne, że jest to trudne. Ciężko się przyznać do tego że się boi. Ciężko to nazwać po imieniu. Ale oddanie Mu tego jest uwolnieniem, łaską. Nie mówię, że teraz jest łatwiuśko i że wszystko się układa. Ale nie jestem sama! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)