Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

piątek, 29 maja 2015

Asertywność

Będąc nastolatką uważałam się za osobę asertywną, bo nie miałam problemów, żeby odmówić alkoholu albo papierosów tudzież innych używek. Nie przeszkadzało mi bycie jedyną niepijącą osobą na imprezie. Taka asertywna, ha!
Teraz już widzę, że to tylko mała część. Że chodzi o coś poważniejszego - o obronę siebie. I że to się wyraża w małych rzeczach - zwróceniu uwagi komuś w tramwaju, jeśli posługuje się siarczystym językiem, od którego uszy bolą, powiedzeniu "nie" bliskiej osobie, kiedy potrzebuję czasu dla siebie, mówieniu o swoich uczuciach, nawet jeśli są trudne, w wysłuchaniu czyjejś odmiennej opinii.... Dla mnie asertywność sprowadza się tak naprawdę do podejmowania decyzji,których pragnę, o których wiem, że będą dobre. Pomimo strachu.
I to jest wszystko bardzo trudne, wiesz?

czwartek, 21 maja 2015

Wojownicza Księżniczka

Ostatnio moja nastoletnia siostra znowu mnie zaskoczyła. Opowiadała mi o jakiejś tam grze komputerowej i o postaci, którą gra. Że ona wcale nie lubi walczyć tylko jest taką pomocą, która chodzi i uzdrawia i że to jest w tym najfajniejsze. I że tak spełnia swoje pragnienie bycia Wojowniczą Księżniczką. Na co ja spojrzałam na nią z lekką ironią w oku zaznaczając, że...to tylko gra komputerowa. I wtedy usłyszałam niby banalne pytanie "no to jak inaczej mam to pragnienie realizować?".
Obie czytałyśmy "Urzekającą". I pamiętam, że kiedyś wcale nie odnajdywałam w sobie takiego pragnienia, żeby 'stoczyć bitwę u boku walecznego mężczyzny'. Zdecydowanie nie.  A teraz? Chyba rozumiem to całkiem inaczej. I tak też odpowiedziałam mej młodszej. Że to nie chodzi o bieganie z łukiem albo strzelanie do wrogów albo nie wiadomo co. Tu chodzi o codzienne małe walki. O bliskich, o relacje, o swoje marzenia, o swoją duszę, o Kościół, o wartości, o codzienne wybieranie bycia szczęśliwym człowiekiem...To jest nieustanne mocowanie się. I czasem mocno to czuję. Ktoś bliski tonie, a ja staję do duchowej walki o niego. Ktoś mnie oskarża, a ja bronię siebie. 
Dzielna Niewiasta przepasuje mocą swe biodra, umacnia swoje ramiona (Prz 31,17). Walczy.

wtorek, 19 maja 2015

do Mateczki. I o żonach.

Czasem łapie nas taki kryzys, że nie wiemy co z sobą zrobić.
To co mnie dziś złapało, przerosło mnie totalnie i fakt, że jest to spowodowane czynnikiem zewnętrznym - chorobą nie pomógł w żaden sposób. Skutkiem tego, po różnych dziwnych próbach załagodzenia sytuacji, wylądowałam... na Majówce.
Uff. To był najlepszy moment dzisiejszego dnia. Nie ma to jak pójść do Mamy, przytulić się i powiedzieć o wszystkim co nas boli i czego się boimy.
I może nie jest już super, ale mam takie poczucie, że nie jestem z tym sama i dostałam pomysł jak sobie poukładać te niektóre sprawy.

A przy okazji szybko o żonach. Bo mój dzień (na L4) zaczął się od słuchania audycji "Dzieci wiedzą lepiej" w PRTrójka pt "Kto to jest żona?". Prawie się popłakałam ze śmiechu, ale cały dzień chodziło za mną, że "nie ma co kaprysić i wybrzydzać (...)". A potem dołączył do tego o. Szustak z Pomarańczarnią (sezon 2gi, odcinek 13). I moje przemyślenia na temat powołania przerwało mi wspomnienie pewnej jazdy tramwajem..
Wrocław. W autobusie przejeżdżającym koło akademików politechniki. Rozmawia dwóch studentów. Może 2 albo 3 rok. O jakimś balu. Kto z kim idzie.
A: "Ty idziesz z dziewczyną?!?"
B: "No".
A: "Ale z Twoją dziewczyną?"
B: "No, tak."
A: "Ale ostatnio nie miałeś dziewczyny..."
B: "Już mam."
A: "Ale jak to? Ty masz dziewczynę?"
Mina studenta A była bezcenna. Zwłaszcza, że student B nie sprawiał wrażenia niemiłego, nieogarniętego albo w jakikolwiek sposób niezdolnego do bycia z jakąś dziewczyną, a nawet bym rzekła z fajną dziewczyną. Więc ja polecam serdecznie  nad sobą się zastanowić. Skąd się biorą dziewczyny i gdzie znaleźć taką dla siebie? :)

niedziela, 10 maja 2015

na wszystko jest czas.

W tym ostatnim zabieganiu to odkryłam. Że na wszystko jest czas.
Chodzenie na nabożeństwa majowe do kościoła, gdzie są poduszki na siedziskach ławek... na starość.
Przesiadywanie w kościele, też później, nie że wcale nie, ale może niekoniecznie zamiast randki...
I nie chodzi mi o to, że mamy nie mieć Pana na pierwszym miejscu. Tylko chodzi mi o to, że teraz jest czas żeby się pokazać, latać z nogami na wierzchu, a za chwilę rodzić dzieci.
A nam się czasem wszystko myli. Chcielibyśmy mieć wszystko od tyłu. Najpierw super ułożone życie duchowe, a potem starania o rodzinę. Nie, że wszyscy, ale taką niektórzy z nas mają tendencję.
I nie chodzi mi też o to, że mamy się zacząć martwić, że wszyscy wokół zaręczają się, rodzą dzieci, nie. Na to też jest czas.
Chodzi mi o takie przyjęcie, że to co teraz mam jest specjalnie dla mnie. Np. żeby mi wreszcie schabowe wychodziły, albo żebym potrafiła w pół godziny zrobić obiad, gdy na głodnego się wraca z delegacji. I trzeba tu takiego dobrego wyczucia między życiem sactrum a profanum. Tak bym to nazwała.