Przedziwne to doświadczenie zostawić telefon w serwisie na ponad 24h. Lekko problematyczne. Bo jak bez budzika w telefonie wstać o czasie na zajęcia? I jak zrobić przelew, kiedy kod autoryzacyjny przychodzi smsem? I skąd wiadomo, czy czekać na autobus, czy lepiej przejść się spacerkiem, kiedy zegarka brak? A z drugiej strony.... kiedy w drodze do pracy nie ma jak słuchać muzyki, to od razu z tej ciszy rodzi się modlitwa. I ręce same sięgają po różaniec. I skupić się można na tym, co mówi druga osoba, kiedy się co chwilę nie zerka na telefonu ekran. I jest jakaś piękna wolność w tej pewności, że nikt nie zadzwoni, nie przeszkodzi, że można tak samemu pobyć ze sobą.....
Daleka jestem od namawiania do porzucenia takich zdobyczy techniki jak telefon czy komputer, bo świat idzie do przodu i chyba nie o to chodzi, żeby bojkotować nowe technologie. Tylko...... niech sprzęty te będą dla nas, a nie my dla nich.
Dlaczego i po co.
Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...
czwartek, 28 stycznia 2016
niedziela, 24 stycznia 2016
rozmowa.
Mam takie wrażenie, że pod naszymi rozmowami czasami czyha opowiadanie ale nie słuchanie.
Jak często pytasz kogoś: "Co u Ciebie?" a on mówi "Spoko" i przechodzicie do rozmawianiu o czymś niezbyt istotnym? A co robisz, gdy ktoś odpowiada: "Źle." albo "Może być."?
No właśnie. Ostatnio miałam niezłą zagwozdkę co zrobić. Jak pomóc, jak pociągnąć dalej taką rozmowę?
Pytanie pojawiło mi się, czy jeśli ktoś potrafi powiedzieć że u niego jest źle, czy będzie chciał o tym rozmawiać? I jak często pod naszym "OK" kryje się prawdziwe "źle"?
A ile razy Ty zauważasz, że mówisz do kogoś, a on totalnie nie słucha? Że mogłabyś/mógłbyś mówić do ściany? I masz ochotę po prostu odwrócić się i pójść w inną stronę?
Albo chcesz coś powiedzieć, coś trudnego, ale rozmówca ewidentnie Ci na to nie pozwala i ostatecznie kończysz tą rozmowę z niewypowiedzianą myślą. A przecież często nasze problemy nie będą obciążały innych, nie będą ich tak raniły jak ranią nas. I dobrze jest je wypowiedzieć na głos.
Myślę, że każdy z nas wie, iż są takie rzeczy, o których się ciężko mówi. Że potrzebujemy zachęty do wyrzucenia z siebie tego, co w nas siedzi. Potrzebujemy kogoś zaufanego, przyjaciela, czasem nawet terapeuty.
To takie zadanie/wyzwanie na najbliższy czas. Uważnie słuchać. Być wsparciem dla naszych rozmówców i pomagać wypowiedzieć to co dla nich trudne i bolesne. Jednym słowem: wspierać.
Jak często pytasz kogoś: "Co u Ciebie?" a on mówi "Spoko" i przechodzicie do rozmawianiu o czymś niezbyt istotnym? A co robisz, gdy ktoś odpowiada: "Źle." albo "Może być."?
No właśnie. Ostatnio miałam niezłą zagwozdkę co zrobić. Jak pomóc, jak pociągnąć dalej taką rozmowę?
Pytanie pojawiło mi się, czy jeśli ktoś potrafi powiedzieć że u niego jest źle, czy będzie chciał o tym rozmawiać? I jak często pod naszym "OK" kryje się prawdziwe "źle"?
A ile razy Ty zauważasz, że mówisz do kogoś, a on totalnie nie słucha? Że mogłabyś/mógłbyś mówić do ściany? I masz ochotę po prostu odwrócić się i pójść w inną stronę?
Albo chcesz coś powiedzieć, coś trudnego, ale rozmówca ewidentnie Ci na to nie pozwala i ostatecznie kończysz tą rozmowę z niewypowiedzianą myślą. A przecież często nasze problemy nie będą obciążały innych, nie będą ich tak raniły jak ranią nas. I dobrze jest je wypowiedzieć na głos.
Myślę, że każdy z nas wie, iż są takie rzeczy, o których się ciężko mówi. Że potrzebujemy zachęty do wyrzucenia z siebie tego, co w nas siedzi. Potrzebujemy kogoś zaufanego, przyjaciela, czasem nawet terapeuty.
To takie zadanie/wyzwanie na najbliższy czas. Uważnie słuchać. Być wsparciem dla naszych rozmówców i pomagać wypowiedzieć to co dla nich trudne i bolesne. Jednym słowem: wspierać.
niedziela, 17 stycznia 2016
za kogo się modlisz?
Źle się układa w Twojej rodzinie?
Źle się układa w Twojej pracy? W Twoim otoczeniu, wśród Twoich przyjaciół?
Najlepszym rozwiązaniem - modlitwa. O to, co w naszych relacjach trudne i bolesne. W końcu, jak trwoga to do Boga. Pewnie sporo z nas z tego korzysta. Opowiedzieć Mu co nie tak, wypłakać się i ufać, że zaradzi.
Ale, ale. Ostatnio pojawiło się w mej głowie. A co z resztą świata? Dlaczego się za nich nie modlę?
A Ty? Czy modlisz się za:
papieża?
biskupów?
kapłanów z Twojej parafii?
Twojego szefa/szefową?
kolegów z pracy?
za nasz rząd? (zamiast narzekać)
za panią z warzywniaka?
za motorniczego?
i wielu innych, którzy na co dzień stają na drodze Twego życia?
Źle się układa w Twojej pracy? W Twoim otoczeniu, wśród Twoich przyjaciół?
Najlepszym rozwiązaniem - modlitwa. O to, co w naszych relacjach trudne i bolesne. W końcu, jak trwoga to do Boga. Pewnie sporo z nas z tego korzysta. Opowiedzieć Mu co nie tak, wypłakać się i ufać, że zaradzi.
Ale, ale. Ostatnio pojawiło się w mej głowie. A co z resztą świata? Dlaczego się za nich nie modlę?
A Ty? Czy modlisz się za:
papieża?
biskupów?
kapłanów z Twojej parafii?
Twojego szefa/szefową?
kolegów z pracy?
za nasz rząd? (zamiast narzekać)
za panią z warzywniaka?
za motorniczego?
i wielu innych, którzy na co dzień stają na drodze Twego życia?
sobota, 9 stycznia 2016
Niecierpliwość.
Chodziłam z tym hasłem cały adwent. Tyle się mówi, że to "czas oczekiwania". Ale to moje czekanie jakieś takie...bolesne. Czekanie na przyszłość, na rozwiązanie trudnych spraw, na otrzymanie odpowiedzi. Już bym chciała wszystko wiedzieć, co będzie, jak będzie, czy moje relacje są dobre, jak się potoczą, co robić, co zrobić, co przyniesie mi jutro.... I męczy mnie to czekanie. Niecierpliwość.
Usłyszałam gdzieś, że przeciwieństwem smutku jest cierpliwość. W takim razie smutek jest w pewnym sensie tożsamy z niecierpliwością. Kiedy? Gdy w oczekiwaniu nie ma nadziei. Wtedy zostaje tylko smutek, który pochłania serce, kawałek po kawałku. I wtedy czekanie boli. I przynosi śmierć. Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, którego się /potem/ nie żałuje, smutek zaś tego świata sprawia śmierć (2 Kor 7,10).
Tu znów wracają do mnie słowa przewlekłe czekanie jest raną dla duszy, ziszczone pragnienie jest drzewem życia (Prz 13,12). Jak więc czekać? Jak być cierpliwym? Jak w tym, co niewiadome, odnaleźć nadzieję?
Jedną mam odpowiedź:
Usłyszałam gdzieś, że przeciwieństwem smutku jest cierpliwość. W takim razie smutek jest w pewnym sensie tożsamy z niecierpliwością. Kiedy? Gdy w oczekiwaniu nie ma nadziei. Wtedy zostaje tylko smutek, który pochłania serce, kawałek po kawałku. I wtedy czekanie boli. I przynosi śmierć. Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, którego się /potem/ nie żałuje, smutek zaś tego świata sprawia śmierć (2 Kor 7,10).
Tu znów wracają do mnie słowa przewlekłe czekanie jest raną dla duszy, ziszczone pragnienie jest drzewem życia (Prz 13,12). Jak więc czekać? Jak być cierpliwym? Jak w tym, co niewiadome, odnaleźć nadzieję?
Jedną mam odpowiedź:
piątek, 1 stycznia 2016
życzenia.
Od kilku lat mam wrażenie, że sztuka składania życzeń zanika. Może nie globalnie, ale w mojej głowie, w moim życiu. Z jednej strony jest to trudne. A z drugiej... takie oczywiste.
Kiedyś wymyślałam dla każdego inne życzenia, łamanie się opłatkiem było dla mnie miłą chwilą, a wszyscy mi mówili: "jakie ładne Ty życzenia składasz!".
Nie wiem czy można to nazwać dorosłością, dojrzałością, ale obecnie nie potrafię tego robić. Męczy mnie wymyślanie pięknych frazesów. Dlaczego akurat na święta mam nagle komuś czegoś życzyć? Jeżeli moim bliskim nie życzę dobrze, to powinnam się nad tym zastanowić i coś zmienić. Jeżeli nie potrafię z nimi rozmawiać, to czas zacząć to naprawiać. A jeżeli jestem z kimś na tyle blisko, że wszystko mamy sobie powiedziane... to po co psuć to wymyślnymi życzeniami? Wystarczy może "Wszystkiego najlepszego!". W tym mnie utwierdził tenże wypowiadający się zakonnik.
Kiedyś wymyślałam dla każdego inne życzenia, łamanie się opłatkiem było dla mnie miłą chwilą, a wszyscy mi mówili: "jakie ładne Ty życzenia składasz!".
Nie wiem czy można to nazwać dorosłością, dojrzałością, ale obecnie nie potrafię tego robić. Męczy mnie wymyślanie pięknych frazesów. Dlaczego akurat na święta mam nagle komuś czegoś życzyć? Jeżeli moim bliskim nie życzę dobrze, to powinnam się nad tym zastanowić i coś zmienić. Jeżeli nie potrafię z nimi rozmawiać, to czas zacząć to naprawiać. A jeżeli jestem z kimś na tyle blisko, że wszystko mamy sobie powiedziane... to po co psuć to wymyślnymi życzeniami? Wystarczy może "Wszystkiego najlepszego!". W tym mnie utwierdził tenże wypowiadający się zakonnik.
Subskrybuj:
Posty (Atom)