Mam takie wrażenie, że pod naszymi rozmowami czasami czyha opowiadanie ale nie słuchanie.
Jak często pytasz kogoś: "Co u Ciebie?" a on mówi "Spoko" i przechodzicie do rozmawianiu o czymś niezbyt istotnym? A co robisz, gdy ktoś odpowiada: "Źle." albo "Może być."?
No właśnie. Ostatnio miałam niezłą zagwozdkę co zrobić. Jak pomóc, jak pociągnąć dalej taką rozmowę?
Pytanie pojawiło mi się, czy jeśli ktoś potrafi powiedzieć że u niego jest źle, czy będzie chciał o tym rozmawiać? I jak często pod naszym "OK" kryje się prawdziwe "źle"?
A ile razy Ty zauważasz, że mówisz do kogoś, a on totalnie nie słucha? Że mogłabyś/mógłbyś mówić do ściany? I masz ochotę po prostu odwrócić się i pójść w inną stronę?
Albo chcesz coś powiedzieć, coś trudnego, ale rozmówca ewidentnie Ci na to nie pozwala i ostatecznie kończysz tą rozmowę z niewypowiedzianą myślą. A przecież często nasze problemy nie będą obciążały innych, nie będą ich tak raniły jak ranią nas. I dobrze jest je wypowiedzieć na głos.
Myślę, że każdy z nas wie, iż są takie rzeczy, o których się ciężko mówi. Że potrzebujemy zachęty do wyrzucenia z siebie tego, co w nas siedzi. Potrzebujemy kogoś zaufanego, przyjaciela, czasem nawet terapeuty.
To takie zadanie/wyzwanie na najbliższy czas. Uważnie słuchać. Być wsparciem dla naszych rozmówców i pomagać wypowiedzieć to co dla nich trudne i bolesne. Jednym słowem: wspierać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz