Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

piątek, 27 lipca 2018

Jak żyć bez instragrama i facebooka?

Zapomniałam dziś telefonu do pracy. Do pracy, w której wszystkie socialmedia są zablokowane! Oczywiście miałam kilka spraw do załatwienia, które zapisane były na messengerze. I były to wyjątkowo ważne rzeczy, które były związane z pracą. Więc udało mi się zalogować na messengera z koleżanki telefonu i przesłać wszystko co potrzebujowałam. Uff.

Zabrałam się wtedy do pracy ciesząc się, że będę miała spokój.
Przypomniało mi się potem, że miałam potwierdzić spotkanie, więc przekazałam info pisząc maila do koleżanki, która przekazała moje potwierdzenie odpowiedniej osobie. Pozostałe sprawy mogły poczekać.
Co jakiś czas sięgałam ręką w lewo... potem w prawo... aha, nie mam po co szukać.
Wiadomości email sprawdziłam w komputerze.
Nie wiem co się dzieje na fejsie, może przeżyję? Nie przeglądam bezmyślnie insta, może nawet to lepiej?
Ale widzę, że potrzebuję telefonu, że czuję się bez niego dziwnie. Tłumaczę sobie, że ostatnio dużo rzeczy załatwiam i że wszystko w tym telefonie mam. Ale może nie ma co sobie tłumaczyć? Może to dziwne uczucie zmierzające w kierunku niepokoju to reakcja na odstawienie czynnika uzależniającego?

I tu pojawiło mi się pytanie. Czy warto z tym walczyć, odzwyczajać się od telefonu? Czy może po prostu lepiej jest telefon ze sobą nosić i być podłączonym do świata?
A jak Ty uważasz?

poniedziałek, 16 lipca 2018

Śmierć

Generalnie nie boję się śmierci. Boję się cierpienia z nią związanego, oj tak. Ale sama perspektywa życia na wieki, w niewypowiedzianej radości i miłości, oglądając twarzą w twarz Tego, który jest tajemnicą.... Ach, czegóż się tu bać?
Moja Babcia przez ostatnie miesiące chorowała. Z dnia na dzień było widać pogorszenie. Przestawała chodzić, mówić, jeść. Wiedziałam, że niedługo umrze. Wydawało mi się, że jestem na to gotowa. Wiedziałam, że odejdzie, ale ufałam, że "po drugiej stronie" będzie Jej lepiej. I nawet trochę się karciłam, że jest we mnie taka zgoda i spokój i żadnych wielkich emocji...
A potem przyszedł ten dzień, kiedy dostałam telefon, że to już. I nagle okazało się, że wcale nie jestem gotowa. Było to dla mnie dosyć szokujące odkrycie. I myślałam sobie też wtedy o moich bliskich, którzy stracili kogoś niespodziewanie. Jak sobie wtedy z tym poradzić? A może jest tak, że wcale nie da się na to przygotować? Że choćbyśmy wszystko mieli poukładane w głowie, to w sytuacji utraty kogoś bliskiego to wszystko i tak staje się nieprzydatne?
I odkryłam też, po co są stypy. Wcześniej było to dla mnie jakieś absurdalne, że po pogrzebie, kiedy jest się rozemocjonowanym idzie się na obiad, jest alkohol i śmiechy. Ale teraz było to dla mnie dosyć niezwykłe wydarzenie, miałam okazję porozmawiać z koleżankami mojej Babci i posłuchać co one o niej myślały. A drugim dosyć wzruszającym spostrzeżeniem było to, że na pogrzebie zjawiły się osoby, które wcale albo słabo Ją znały, ale chciały tam być ze względu na Moich Rodziców. I zrozumiałam, że kiedy nie ma się słów, to samo bycie z kimś naprawdę wystarczy.