Przede mną niedziela. Kolejna błoga niedziela. Już wiem, że będzie ciepło. Już wiem, że cała masa rzeczy z listy "to do" przejdzie na kolejny poniedziałek.
Rok temu zniszczyło by to mój odpoczynek. Cały dzień myślałabym o tym czego nie zdążyłam zrobić, o tym co ważne i pilne. Albo co gorsza zajęłabym się robieniem tego wszystkiego i skreślaniem z mojej długiej listy.
Pewnie to taki nasz los, los człowieka współczesnego, że wszystko jest w dużej ilości a czasie krótkim. Za dużo bym chciała od życia, a doby nie rozciągnę nawet o 3 minuty.
W tym moim natłoku spraw na szybko pomogli mi Hindusi. Obserwując ich przez ponad dwa tygodnie odkryłam, że bardzo dużo czasu spędzali siedząc. W końcu i my, po jakimś czasie, zwolniłyśmy, zaczęłyśmy siadać jak oni. Po dwóch - trzech godzinach siedzenia człowiek przestaje myśleć. Bo i o czym jeszcze. O dziwo, sztukę niemyślenia można szybko opanować. Teraz zajmuje mi to chwilę. Potrafię teraz prawie codziennie znaleźć taki moment żeby nie myśleć. Czasem włączę sobie serial albo film. Czasem puszczę muzykę. A czasem wystarczy mi 15 minut na rowerze, na ławce, w autobusie. Zostawiam poza sobą wszystko co dziś robiłam, co jeszcze muszę zrobić. I siedzę. I trwam sama ze sobą. Bo w końcu jestem tu i teraz. Najistotniejsze jest to, co w tej chwili.
A Ty? Czy potrafisz odpoczywać? Czy może zawsze masz w tyle głowy listę "to do" i milion myśli o tym co by było gdyby...?
Dobrej, błogosławionej niedzieli i smacznego obiadu! (tak po franciszkowemu dzisiaj)