Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

piątek, 23 lutego 2018

Czy to ten moment? Czyli kiedy poprosić o pomoc.

Od 2001 roku 23 lutego jest  Ogólnopolskim Dniem Walki z Depresją. Myślę, że na ten dzień mogę Ci polecić bardzo dobry krótki wykład: Czym jest depresja?
Wpadłam na niego bardzo bardzo dawno temu. I przeraził mnie czas jaki zajmuje ludziom pójście na terapię. Ponad 7 lat! Z perspektywy kilku kolejnych lat widzę i rozumiem. Że decyzja ta jest bardzo trudna do podjęcia. Że sama decyzja nie skutkuje zaczęciem terapii. Że nie skutkuje pewnie też regularnością i wytrwaniu do końca. Że trzeba włożyć bardzo dużo wysiłku i pracy aby było lepiej. (Żeby nie powiedzieć, że pojawia się wątpliwość czy lepiej być może?).
Więc nasuwa mi się nieodstępujące ode mnie pytanie: kiedy poprosić o pomoc? Kiedy się przyznać, że już nie mogę? Kiedy powiedzieć, że potrzebuję wsparcia?
Jedno wiem na pewno. Nie należy czekać aż nie będzie się już dawało rady. Wiem, granica jest wąska. I dla każdego ten moment jest inny. Mówi się że dołek dłuższy niż dwa tygodnie jest już alarmujący. Zawsze można go sobie czymś przecież wytłumaczyć. A, bo zima, bo hormony, bo gorszy czas. Ile takiego gorszego czasu mieć można?
Jeśli widzisz, że rozmowa z najbliższymi nie pomaga, że przyjaciele nie wyrywają Cię z zamyślenia, że dalecy znajomi pytają czy naprawdę wszystko jest dobrze, zastanów się, czy nie warto poprosić o pomoc.
Podobno to nie jest tak, że (dorosłe) życie musi być okupywane takim wysiłkiem. A sam fakt pójścia na terapię świadczy o Twojej sile.
Otwartości na drugiego człowieka życzę Ci w tym dniu!

wtorek, 13 lutego 2018

Historia o samotnym wyjeździe.

Mój sylwester w tym roku był wyjątkowy. Pierwszy raz byłam nad morzem zimą. I pierwszy raz wyjechałam gdzieś sama. Było to jedno z najlepszych doświadczeń ostatnich lat, więc muszę Ci o tym opowiedzieć!
Generalnie większość moich wyjazdów odbywałam w gronie rodziny lub znajomych. Ale od pewnego czasu chodziła mi po głowie myśl, że może by tak gdzieś...samej pojechać? Sylwester to świetna okazja. Więc wymyśliłam sobie morze, bo już lata tam nie byłam. Bałam się jednak kilku rzeczy. Po pierwsze samej podróży, że coś pójdzie nie tak, spóźnię się na autobus, nie znajdę hotelu, cokolwiek. A po drugie, że będzie mi tam z samą sobą jakoś źle. Niewygodnie. Że w głowie będę mieć miliony trudnych myśli. Że okaże się to złą decyzją....
Było jednak całkiem na odwrót! Czułam niesamowitą wolność, kiedy tak sobie chodziłam ulicami Gdyni bez żadnego planu. Zobaczyłam uroczą kawiarnię i weszłam delektować się smakiem kawy i to nic, że byłam w drodze do muzeum. Bo przecież mogłam robić to wszystko, na co miałam ochotę. Uczyłam się powolnego spacerowania. Delektowałam się posiłkami. Bez pośpiechu. Z pokojem w sercu. A wytęskniony widok morza dawał tyle radości! Cały czas jednak nie wiedziałam, jak chciałabym spędzić samego sylwestra. Koncerty były jakimś planem, ale tak naprawdę wiedziałam, że to nie było miejsce, w którym chciałabym być. I tak, oczywiście całkiem przypadkiem, na jednej z Mszy usłyszałam o sylwestrowym nabożeństwie o 23:00. I wtedy wiedziałam, że to jest to, czego potrzebuję. Wystawienie, ja i On, rozmowy o minionym roku i tym, który nadchodził... Wielka wdzięczność. A o północy fajerwerki i udział w ulicznej radości. Nie mogłabym sobie tego lepiej zaplanować.
Cały ten wyjazd, choć krótki, pokazał mi, że nieplanowanie jest piękne. I bycie ze sobą też jest. Jeśli jeszcze nie masz takiego doświadczenia, to polecam Ci bardzo!