Mój sylwester w tym roku był wyjątkowy. Pierwszy raz byłam nad morzem zimą. I pierwszy raz wyjechałam gdzieś sama. Było to jedno z najlepszych doświadczeń ostatnich lat, więc muszę Ci o tym opowiedzieć!
Generalnie większość moich wyjazdów odbywałam w gronie rodziny lub znajomych. Ale od pewnego czasu chodziła mi po głowie myśl, że może by tak gdzieś...samej pojechać? Sylwester to świetna okazja. Więc wymyśliłam sobie morze, bo już lata tam nie byłam. Bałam się jednak kilku rzeczy. Po pierwsze samej podróży, że coś pójdzie nie tak, spóźnię się na autobus, nie znajdę hotelu, cokolwiek. A po drugie, że będzie mi tam z samą sobą jakoś źle. Niewygodnie. Że w głowie będę mieć miliony trudnych myśli. Że okaże się to złą decyzją....
Było jednak całkiem na odwrót! Czułam niesamowitą wolność, kiedy tak sobie chodziłam ulicami Gdyni bez żadnego planu. Zobaczyłam uroczą kawiarnię i weszłam delektować się smakiem kawy i to nic, że byłam w drodze do muzeum. Bo przecież mogłam robić to wszystko, na co miałam ochotę. Uczyłam się powolnego spacerowania. Delektowałam się posiłkami. Bez pośpiechu. Z pokojem w sercu. A wytęskniony widok morza dawał tyle radości! Cały czas jednak nie wiedziałam, jak chciałabym spędzić samego sylwestra. Koncerty były jakimś planem, ale tak naprawdę wiedziałam, że to nie było miejsce, w którym chciałabym być. I tak, oczywiście całkiem przypadkiem, na jednej z Mszy usłyszałam o sylwestrowym nabożeństwie o 23:00. I wtedy wiedziałam, że to jest to, czego potrzebuję. Wystawienie, ja i On, rozmowy o minionym roku i tym, który nadchodził... Wielka wdzięczność. A o północy fajerwerki i udział w ulicznej radości. Nie mogłabym sobie tego lepiej zaplanować.
Cały ten wyjazd, choć krótki, pokazał mi, że nieplanowanie jest piękne. I bycie ze sobą też jest. Jeśli jeszcze nie masz takiego doświadczenia, to polecam Ci bardzo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz