Mam takie wrażenie, że co roku, końcem grudnia, wpadamy w wielki popłoch. Bo przecież trzeba wymyślić jaki będzie kolejny rok, zrobić jakiś plan działania, wytyczyć sobie jakąś ścieżkę kariery, ustawić kolejne kamienie milowe, podjąć nowych pasji, podjąć postanowienia i wyzwania!
Może jest takich ludzi coraz mniej, ale jednak, wszędzie się słyszy o postanowieniach noworocznych. Znów będą tłumy na siłowni, znów będzie trzeba z wyprzedzeniem zapisać się na trening, znów będą tłumy w szatniach basenowych. W sumie może to bardziej efekt świątecznego obżarstwa niż postanowień noworocznych, sama nie wiem.
W każdym razie prawdopodobnie większość tych planów legnie w gruzach jeszcze w styczniu, co Amerykanie postanowili uczcić ustanawiając Blue Monday.
Możemy jeszcze dodać slogan "Najbliższy rok będzie rokiem wielu decyzji" i już czujemy, że możemy kończyć 2017ty.
A gdyby tak jednak...
nie robić żadnych planów? Nie wypełniać kalendarza postanowieniami?
I dać się ponieść?
Może właśnie to co niezaplanowane przyniesie nam więcej dobra, niż nasze bardziej lub mniej bogate plany?
Wydaje mi się, że w zeszłym roku podzieliłam sobie różne obszary życia na planowanie w różnych miesiącach roku kalendarzowego. Ale i tak dopadła mnie gorączka myśli "co przyniesie mi nowy rok?". Próbuję znów wrócić do dawnego trybu, zobaczymy co będzie, plany kontynuuję z okresu wakacyjnego, gdy człowiek ma świeższą głowę.
A Ty? Jak podchodzisz do noworocznego planowania? Może masz na to jakiś sposób, który sprawdza się od lat?
Pozostając w okresie świętowania, najlepsze życzenia dla Ciebie i Twojej Rodziny!