Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

środa, 14 czerwca 2017

Samotne wesele.

Byłam zaproszona na dwa wesela w maju. Nad całą radością związaną z wyczekiwaniem ślubnych dat wisiała jednak mała czarna chmurka, formująca się w pytanie z kim ja się tam pojawię? Bo przecież sama to nigdy w życiu! Wszyscy będą od razu wiedzieć, że związku na horyzoncie brak, będą się litować/żałować/komentować/pytać a jak to tak, a dlaczego. I co, jak będę tylko siedzieć przy stole patrząc jak cała reszta wspaniale się bawi? Co to, to nie. Takie był moje pierwsze myśli. Czas jednak mijał, a ja ciągle nikogo nie zapraszałam. Oczywiście znalazłoby się kilku znajomych, których na takie okazje można by zaprosić. Ale jak tylko próbowałam wyobrazić sobie te wesela i siebie z którymś z nich, to miałam poczucie, że to wcale nie jest to, czego chcę. A czemu robić coś wbrew sobie? Kiełkowała więc we mnie powolutku decyzja, żeby nikogo nie zapraszać. Tu pojawiła się jednak inna chmurka, zabierająca słońce rosnącemu postanowieniu, którą był strach. Co będzie, jeśli to zła decyzja? Jeśli wcale nie będę się dobrze bawić, bo jedynym towarzystwem będą mi puste krzesła tańczących znajomych? Jeśli każdy będzie zajęty swoją osobą towarzyszącą i oprócz wymiany pierwszych uprzejmości, nikt się do mnie nie odezwie?
Koniec końców uznałam, że to głupie zapraszać kogoś, z kim wcale się nie chce iść, ze strachu przed samotnością. Podobno dorosłość polega na przyjmowaniu konsekwencji własnych decyzji. A że nie da się wszystkiego przewidzieć i zapobiec temu, co trudne, chyba najlepszym rozwiązaniem jest podejmowanie decyzji w zgodzie ze sobą.
Podsumowanie jest krótkie - wybawiłam się przednio. I bardzo się cieszę z tej swojej decyzji. Oczywiście było kilka nostalgicznych momentów, w których pomyślałam sobie a gdybym tak.... Ale bardzo szybko uświadamiałam sobie, że podjęłam najlepszą decyzję z możliwych.
Myślę sobie więc, że kiedy się z czymś mierzymy, to tak naprawdę dobrze wiemy, czego chcemy. Trzeba się tylko czasem przestać oszukiwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz