Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

sobota, 27 stycznia 2018

o nieplanowaniu ciąg dalszy.

W tym roku zamiast kalendarza mam zeszyt - osobisty planer, który kosztował mnie jedynie 3,50 zł zamiast 80 czy 90 złotych. Zawiera wszystko czego potrzebuję. Listy podzielone na miejsca ich wykonywania, telefony, nazwiska lekarzy których ostatnio często przytrafia mi się spotykać, budżety na kolejne miesiące, myśli, notatki z mądrych książek.
Jest jednak kilka stron na początku niewypełnionych. "2018. Cele, palny, itd.".
Zostały puste bo: po pierwsze nie miałam czasu ich wypełnić, po drugie miałam nie robić postanowień, po trzecie nie zmieniły się od zeszłego roku i są tak samo mało spełniane (przepisać je tak po prostu? i dalej nic z tym nie robić?), po czwarte moje plany żywieniowo-treningowe zmieniają się z tygodnia na tydzień choć ogólnie podążają w jednym kierunku i są już dawno uregulowane (warzywa, mięso, warzywa, minimalna ilość cukru, treningów 3-5 w tygodniu, pamiętać o strechingu!, co 6-8 tygodni tydzień roztrenowania. cały tydzień, podobno tak trzeba!). 
I dobrze mieć to spisane, np formy kontraktu z samym sobą myślę że super się sprawdzają. Myśli spisane łatwiej się wdraża w życie.
I z tego wszystkiego czasem się pytam, czy nie mam za dużo zaplanowanego, poukładanego? A potem każde małe zachwianie planem wyprowadza mnie totalnie z równowagi? Więc w tym roku próbuję wdrożyć zaplanowany czas na spontaniczne rzeczy. Grafik, który jednak częściowo jest elastyczny. Żeby zyskiwać relacje z ludźmi a nie tylko przetrenowanie, albo czas spędzać w kuchni.
Bo ważne jest to co tu i teraz. Nie to co będzie jutro, w przyszłym miesiącu, nie mówiąc o tym co za pół roku (ah, jak wtedy będzie!). Wbrew pozorom pozostanie w czasie rzeczywistym bywa trudne.

czwartek, 11 stycznia 2018

Dlaczego nie robię noworocznych postanowień.

A widzisz, chyba myślimy podobnie. Ja podjęłam decyzję, żeby całkiem z noworocznych postanowień zrezygnować. Dlaczego?

Historia 1:
Roczna wymiana w Brazylii. Sylwester. Wszyscy ubrani na biało, bo to symbol szczęścia. I ja z jednej strony czuję szczęście, a z drugiej źle mi z samą sobą. Zapisuję moje postanowienia noworoczne na ostatniej stronie podręcznego słownika. Chcę być inna. Lepsza. Kilka miesięcy później już o tym nie pamiętam.
Mija 5 lat, pożyczam ten właśnie słownik mojej dobrej koleżance. Kiedy go oddaje, pyta, czy pamiętam, co napisałam na okładce. Czytamy razem. I wiem, że już stałam się osobą, którą chciałam być. Bez żadnego planu.


Historia 2:
Godzina 23:07. Kilka lat temu. Rozpisuję sobie na kartce zadania na następny dzień. Zajęcia zaplanowane co do godziny. Wyznaczone minuty na zakupy. Nauka języka, zadani na studia, ćwiczenia, gotowanie, porządki. Nadchodzi poranek. Brak chęci zrobienia czegokolwiek. Chęć odpoczynku. Ale przecież te wszystkie plany? Frustracja. Nicnierobienie. Wcale nie przyjemne, bo pełne wyrzutów sumienia. Poczucie straconego dnia, bo przecież nie zrobiłam nic z tego, co założyłam.

Historia 3:
Dwie z bliskich mi kobiet są zaręczone. A jeszcze pół roku temu, nie były nawet w związkach. Jedna miała już w głowie perfekcyjną wizję życia w samotności.

Więc myślę sobie, że życie jest zbyt piękne i zbyt nieprzewidywalne, żeby je wpisać w ramy. I nie mówię, że robienie postanowień jest bez sensu. Ale wiem, że ja tego nie potrzebuję. Mam małe marzenia, które powoli spełniam. A czasem idę w coś, o czym poprzedniego roku bym nie pomyślała. Jak na przykład haftowanie. Albo powrót na studia. Albo wyprowadzka z Krakowa i powrót do domu. A postanowienia, które się nie zmieniają i nie zależą od aktualnej daty i tak mam dwa - nawracać się i stawać się piękniejszą wersją siebie.