Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

sobota, 29 marca 2014

Smutek

Atakuje tak powoli. Wślizguje się do głowy i serca, zaczynając od jednej malutkiej myśli, a potem zmieniając ją w galopujące stado czarnych chmur. I tak się zatracam i zatapiam i chyba nawet w jakimś stopniu to lubię, takie trwanie w smutku i użalanie się nad sobą...Potem pojawia się niepokój. I albo mogę przed nim uciekać i udawać, że wcale go nie ma, albo mogę się z nim zmierzyć.Uciekanie jest zdecydowanie łatwiejsze...

Strasznie trudna jest modlitwa w takie dni. Trudne oddawanie tego wszystkiego Temu, który się tym zajmie, który nad tym panuje, trudne dziękowanie że jest jak jest, trudne zaufanie. Emocje krzyczą coś innego niż rozum.
Pomaga cisza i Pismo Święte. I uwielbienie i dziękczynienie, pomimo wszystko. Bo On jest Bogiem, a 'dla Boga nie ma NIC niemożliwego'. I kropka.

środa, 19 marca 2014

Jeden dzień... czyli o co chodzi w rekolekcjach.

Chodzi mi cały dzień po głowie  Jeden dzień w przedsionkach Twych (...) i tak sobie trochę tęsknię. Za Niebem. Za tym co Piękne.
A tu... szara rzeczywistość. Bieganie w te i we wte z laptopem. Gotowanie w biegu i ogrzewanie obiadu z 3 minuty = jedzenie na zimno. Milion poprawek projektu, zajęcia, spotkania, niedospanie. Modlitwy zostawiane na wieczór, gdy już ciężko zebrać myśl.
I wiesz co sobie myślę? Że to o to chodzi w każdych rekolekcjach. Wpadasz na jeden dzień w Jego Miłość. Albo na trzy dni. Nic nie robisz, tylko trwasz z Nim. Kochasz i jesteś kochany(a). I jest pięknie. Cudownie. A potem musisz iść dalej. I gnać. I głosić. Swoim życiem. Początkowo go widzisz zaraz obok, a potem coraz dalej i ciężej. Tak, wiem, że On mnie kocha. Ale tak trochę się boję, że ktoś/coś mi się wepchnie na to pierwsze miejsce... a nie chcę!
Więc za trochę znów trzeba by na jakieś rekolekcje/dni skupienia/coś w ten deseń pojechać. Albo do siostrzyczek! Pomilczeć. Mieć czas na spokojną modlitwę. Nie używać komputera i telefonu... I trwać w Miłości.
A to ile nam dał taki czas, poznamy po owocach! :)

A na dobranoc, najpiękniejsza modlitwa.

wtorek, 11 marca 2014

Szczęście jedno ma Imię

Jasne, że doświadczam! To trudne, żeby w codzienności wyrażać to, że On jest najważniejszy. Bo cóż z tego, że powiem "Bóg jest u mnie na pierwszym miejscu", kiedy wcale tego nie widać w moich wyborach, słowach i uczynkach? A przecież wiara bez uczynków martwą jest....

Ale w sumie nie o tym chciałam Ci dziś powiedzieć. Tylko o drugim człowieku, który wskakuje na pierwsze miejsce. Dobrze to znam. Łatwo zamienia się czas przeznaczony na modlitwę na ten spędzony na rozmowach i wspólnym przebywaniu z tym, który powoli staje się ważniejszy.

Ostatnio miałam ciekawą rozmowę z M., która usiłowała mi wytłumaczyć, że ona nieszczęśliwe zakochania bardzo dobrze przeżywa, że to jest budujące i ona nie rozumie swoich przyjaciółek, które starają się ją wtedy pocieszyć. Dla mnie TO było nie do zrozumienia ;) Tylko wiesz co było widać w jej opowieściach? WOLNOŚĆ. Wolność w relacji do drugiego człowieka.
I tak sobie myślę, że my się chyba strasznie kurczowo czepiamy, nie? ;) Poznajemy kogoś i już mamy w głowie scenariusz naszej wspólnej przyszłości. I potem oczywiście chcemy wcielić go w życie, a jak nie wychodzi, to staramy się jeszcze bardziej i bardziej...No bo przecież zaplanowałyśmy sobie już wszystko w najlepszy możliwy sposób i przecież ten on i tylko on da nam szczęście, nie?
Czujesz to? ;)
Ja się ostatnio zorientowałam, że żyłam w przekonaniu, że przecież do szczęścia to koniecznie potrzebuję konkretnego człowieka, no bo jak to tak bez niego? Przecież się nie da! I wiesz co, to nieprawda wcale jest! Bo jest tylko taki Jeden, bez którego nie ma szczęścia :)

I doszłam do wniosku, że najpierw z Bogiem muszę poukładać moją relację. I starać się o to, żeby to Jego pierwszeństwo było niezachwiane. A On już całą resztą się zajmie :)

"Lepiej się uciec do Pana, niż pokładać ufność w człowieku.
 Lepiej się uciec do Pana, niżeli zaufać książętom.
" Ps 118, 8-9
(albo temu jednemu 'księciu' ;))

poniedziałek, 10 marca 2014

I Am The Second

Bardzo mnie uderzyły ostatnio Twoje słowa.
Znaczyć kogoś wiele dla drugiej osoby. Właśnie to dopiero co odkryłam. Mój egoizm. Nieliczenie się z uczuciami drugiej osoby, nie że bycie bez serca. Ale to, że czegoś nie zrobię bo mi się nie chce, nie mam ochoty, a dla kogoś się okaże, że było to ważne. Ja? Ja mogę być dla kogoś ważna? No jakże... w jaki sposób... ja? Nie wierzenie w siebie.

I Pierwsze Miejsce. Niezaprzeczalnie dla Pana Jezusa.
Trudne to jest. Doświadczasz też tego?
Też tak masz, że czasem pojawia się ktoś, kto jest ważniejszy? Ktoś, kogo wydaje się, że się kocha i zrobi się wszystko żeby tak było?
Ja tak mam i mnie to boli.
Albo, że są sprawy, które Ci zasłaniają widoki na Niego? Studia, dom, rodzina, jakieś troski, co zrobić na obiad, magisterka, praca - czy będzie? I to wszystko się kotłuje w głowie i robi chmurę. Która zasłania....

I Słowo do tego (Mt 6, 24) Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi.

A przecież tylko Jezus Chrystus kocha mnie tak, że za mnie umarł. I to na krzyżu.
Chciałabym już mieć to poukładane.... Bóg na pierwszym. Zawsze. Na wieki. Wieków. Amen.

sobota, 8 marca 2014

Ktoś ważny

A zadałaś sobie kiedyś pytanie, czy jesteś gotowa na to, żeby znaczyć wiele dla tej drugiej osoby?
Bo tak sobie myślę....chcemy być ważne, chcemy kogoś, kto nasze zdanie i nasze potrzeby będzie stawiał na pierwszym miejscu. Ale czy jesteśmy na to gotowe?
Bo ja będąc w związku wcale nie byłam. Z jednej strony chciałam być najważniejsza, a z drugiej wcale nie wierzyłam, że tak jest. Nie miałam poczucia, że jak mnie nie będzie na jakieś imprezie to mój mężczyzna będzie to jakoś szczególnie przeżywał i inne tym podobne. Głupie nie? ;)
Teraz wiem, że rozbijało się to wszystko o poczucie własnej wartości. I uważam, że bez tego ani rusz, że bez tego dobrego związku zbudować się nie da. Albo będzie bardzo trudno ;)
A jak już mam świadomość, że jestem cudowną osobą, jedyną i niepowtarzalną i że nikt inny nie wniesie do relacji tego co ja, to (chyba) jestem gotowa, żeby być ważną, żeby wiele znaczyć dla drugiego człowieka i pozwolić mu się mną zaopiekować.

A Ty?

PS jak piszę o 'byciu najważniejszą' albo 'stawianiu kogoś na pierwszym miejscu' to to nie dosłownie tak. Bo najsampierw musi być Bóg. Jak się drugiego człowieka postawi wyżej, to się wszystko sypie...

piątek, 7 marca 2014

o modlitwie za siebie.

Wiesz, co? Tak mi się coś widzi, że te nasze problemy z relacjami, to trochę jednak wynikają z potrzeby żeby wreszcie ktoś był dla nas. Bo jak na razie to ciągle my jesteśmy dla kogoś. Wysłuchujemy, wspieramy słowem, gestem, modlitwą. Jesteśmy.
A miło by było móc wrócić do kogoś konkretnego do domu, podać mu obiad jak wróci z pracy. Mieć kogoś kto wyjmie książkę z ręki, gdy po przemęczonym dniu zasypia się nad lekturą, na którą czekało się cały dzień.
A do takiego bycia na pewno trzeba się przygotować. I myślę, że dobrze, by w naszych przygotowaniach była modlitwa. Po pierwsze za tego szczęściarza/szczęściarę co będzie jedynym/jedyną w naszym życiu. Po drugie za siebie. O bycie dobrym mężem/dobrą żoną. Ja ostatnio się złapałam, że modlę się tylko za niego, a za siebie już nie. A jak Ty masz? Czy czasem nie podobnie?
I jak tu wejść w dobrą relację, dobry związek? Nie pamiętając o sobie?!
A może i w przyjaźniach powinniśmy się modlić za siebie samych? O bycie dobrym przyjacielem/przyjaciółką dla wszystkich którzy nam blisko po drodze? 
I w zwykłych, szarych relacjach, o bycie radością innych?

środa, 5 marca 2014

Być właściwą osobą

Ostatnio na Jankowym spotkaniu dla kobiet usłyszałam, że dobrze jest ten czas przed-związkowy wykorzystać na przygotowanie do niego, na przygotowanie do małżeństwa. Niby się z tym zgodziłam, że przecież oczywiście, że tak, jak najbardziej, ale...jak???

Na szczęście trafiła mi w ręce dobra książka, która trochę mnie naprowadziła na właściwy tor. I tak po pierwsze- w każdą relację wnoszę to, KIM jestem, moją osobowość, cechy charakteru, postawy. Czy w małżeństwie nie jest to szczególnie ważne?

Jest takie powiedzenie, że żeby chcieć księcia, trzeba być księżniczką. Myślę, że jest w tym duuuużo prawdy. I że ważniejsze od stawiania wymagań i planowania 'jaki MUSI BYĆ ten mój mężczyzna' jest stawanie się Kobietą, z którą ten właśnie 'wymarzony' będzie chciał być. Tu chyba nie chodzi tylko o to, żeby znaleźć tą właściwą osobę, ale o to, by tą właściwą osobą być. Genialne nie? ;)

"Musisz być gotowy dawać dokładnie to, co chcesz otrzymywać. Jakichkolwiek cech pragniesz w partnerze, wykształć je najpierw w sobie". Tak proste. I jednocześnie niełatwe do zrobienia. Chociaż mam w sobie taki mały bunt, co do tego drugiego cytowanego zdania. No bo przecież są takie cechy, które są tylko mężczyzny, i takie, które mogą być tylko moje! Ale rozumiem to jako ogólną ideę, która dotyczy cech potrzebnych (albo wręcz niezbędnych!) do budowania szczęśliwej miłości i szczęśliwego małżeństwa. A Ty jak myślisz? :)

Więc...patrzę na listę cech, których wymagam od tego jedynego i już wiem, nad czym chcę pracować. Plan na najbliższy czas - konsekwencja.

PS. ta 'mądra książka' to Tajemnica miłości J. McDowell. Polecam Ja ;)
Swoją drogą, podkradłam ją Rodzicom i ostatnio okazało się, że w domowej biblioteczce mamy więcej pozycji tego autora i że Rodzice byli za młodu na jego wykładach o małżeństwie właśnie! Ekstra :D

niedziela, 2 marca 2014

Trudne decyzje

Jesteśmy stworzeni do bycia w relacjach. W końcu 'nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam' :) A Kobiety to już chyba w ogóle pełnią tu specjalną rolę, nie myślisz? Jak tak czasem patrzę na znajomych, którzy się spotykają, żeby obejrzeć mecz, to jestem przekonana, że w żeńskim gronie by to nie przeszło ;) No jak to tak, spotkać się i nie dowiedzieć co u której z nas słychać? Co myślimy, z czym nam trudno, nie móc się którejś wyżalić? Bez sensu. Nie żebym miała coś do oglądania meczy, chyba wiesz, że to lubię. Ale...relacje są ważne, ludzie są ważni, ich serca są ważne. Dla Kobiet chyba szczególnie :)

Tylko co zrobić, kiedy pojawia się trudna relacja? Taka, która powoli zabija moje serce, która mnie niewoli, która mnie przytłacza? Wiesz o czym mówię?
Jak się wsłuchuję w swoje zranione serce, to zastanawiam się, czy warto. I widzę swoją postawę 'matki Teresy', kiedy coś w mojej głowie mówi: 'przecież ten człowiek cię potrzebuje, no jak mogłabyś odejść? Tyle możesz mu dać, jesteś mu potrzebna'. Chciałabym w relacji ofiarować to, co mam najlepsze, to, co jako Kobieta, jako JA mogę wnieść. I dziś mnie olśniło. Że kiedy relacja jest trudna, jest jakoś toksyczna i nie ma w niej wolności, to i tak nie dam drugiej osobie tego wszystkiego! Bo będę pełna lęku/smutku/rozżalenia/nieprzebaczenia/....I to wniosę w relację, te moje trudne emocje, a nie spokój, radość, zrozumienie,....

Tylko cóż z tego, że to zrozumiałam? Cóż z tego, że rozum podpowiada, żeby daną relację uśmiercić, przystopować, kiedy w sercu nie ma tej decyzji?
O tak, to zdecydowanie najtrudniejsze. Zadecydować. Być trochę egoistką. Walczyć o siebie.
Trudno powiedzieć 'koniec'. Trudno stracić drugiego człowieka. Trudno się na to zgodzić. Nawet jeśli to tylko na trochę, nawet jeśli to dla mojego dobra. Trudno.

PS polecam Ci konferencje ks. Węgrzyniaka o relacjach właśnie, które do tych i wielu innych refleksji mnie skłoniły.
http://wegrzyniak.com/rekolekcjonista/rekolekcje/daj-sie-zaprzegnac