Jasne, że doświadczam! To trudne, żeby w codzienności wyrażać to, że On jest najważniejszy. Bo cóż z tego, że powiem "Bóg jest u mnie na pierwszym miejscu", kiedy wcale tego nie widać w moich wyborach, słowach i uczynkach? A przecież wiara bez uczynków martwą jest....
Ale w sumie nie o tym chciałam Ci dziś powiedzieć. Tylko o drugim człowieku, który wskakuje na pierwsze miejsce. Dobrze to znam. Łatwo zamienia się czas przeznaczony na modlitwę na ten spędzony na rozmowach i wspólnym przebywaniu z tym, który powoli staje się ważniejszy.
Ostatnio miałam ciekawą rozmowę z M., która usiłowała mi wytłumaczyć, że ona nieszczęśliwe zakochania bardzo dobrze przeżywa, że to jest budujące i ona nie rozumie swoich przyjaciółek, które starają się ją wtedy pocieszyć. Dla mnie TO było nie do zrozumienia ;) Tylko wiesz co było widać w jej opowieściach? WOLNOŚĆ. Wolność w relacji do drugiego człowieka.
I tak sobie myślę, że my się chyba strasznie kurczowo czepiamy, nie? ;) Poznajemy kogoś i już mamy w głowie scenariusz naszej wspólnej przyszłości. I potem oczywiście chcemy wcielić go w życie, a jak nie wychodzi, to staramy się jeszcze bardziej i bardziej...No bo przecież zaplanowałyśmy sobie już wszystko w najlepszy możliwy sposób i przecież ten on i tylko on da nam szczęście, nie?
Czujesz to? ;)
Ja się ostatnio zorientowałam, że żyłam w przekonaniu, że przecież do szczęścia to koniecznie potrzebuję konkretnego człowieka, no bo jak to tak bez niego? Przecież się nie da! I wiesz co, to nieprawda wcale jest! Bo jest tylko taki Jeden, bez którego nie ma szczęścia :)
I doszłam do wniosku, że najpierw z Bogiem muszę poukładać moją relację. I starać się o to, żeby to Jego pierwszeństwo było niezachwiane. A On już całą resztą się zajmie :)
"Lepiej się uciec do Pana, niż pokładać ufność w człowieku.
Lepiej się uciec do Pana,
niżeli zaufać książętom." Ps 118, 8-9
(albo temu jednemu 'księciu' ;))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz