Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

wtorek, 28 lutego 2017

dlaczego łatwiej mi wytrwać w diecie niż poście?

Od jakiegoś czasu zastanawiam się jak to jest.
Dlaczego łatwiej mi wytrwać w diecie niż w poście?
Gdy przygotowuję się do diety uważnie robię zakupy jedzeniowe. Planuję moje posiłki. Pilnuję się co jem i nie rzucam się na ciasto razem z moimi kolegami
w pracy gdy ktoś z nas ma urodziny. Nie mam problemu powiedzieć: "nie, dziękuję, nie jem słodkiego.", "nie jem glutenu", "nie piję takiego świństwa". Mimo, że czasem spotykam się z wyśmianiem, nie poddaję się.
Dlaczego więc tak łatwo namówić mnie na piwo, gdy postanowiłam w Wielkim Poście nie pić alkoholu? Dlaczego mówię sobie "jedna czekoladka nie zaszkodzi", gdy postanowiłam, że nie jem słodkiego? Dlaczego wracam do domu taka zmęczona, że nie mam sił skupić się na Słowie (nawet nie na całym rozdziale z Pisma Świętego)? Dlaczego nie wracam do mojego postanowienia gdy raz się złamię?
Dlaczego do Wielkiego Postu nie przygotowuję się tak jak do diety? Czemu nie pójdę do spowiedzi, nie zaplanuję rekolekcji, nie przemyślę tego co naprawdę powinnam sobie postanowić na Ten Święty Czas?
A może wynika to trochę ze wstydu? Że głupio jest powiedzieć: "Sorry, nie piję, bo jest Wielki Post"? Bo do diety każdy ma prawo? 
Nie wiem.
Wiem natomiast, że mam prawo wyznawać Wiarę jaka mi odpowiada. Nie muszę się jej wstydzić, fakt jest to bardzo trudne. Nie powinnam się z nią ukrywać. Nie powinnam jej bagatelizować.
W tym roku zaczynam dietę na Wielki Post. To raz. A dwa, to muszę przepracować kilka rzeczy sama ze sobą. Więc co dzień chciałabym znaleźć 30 minut na Słowo i rozważanie. Czy starczy mi mobilizacji? Nie wiem.

piątek, 17 lutego 2017

Wielkopostne postanowienia.

Zaczęłam się już zastanawiać, co w tym roku postanowię w Wielkim Poście. Już kilka lat temu wyleczyłam się z niejedzenia słodyczy (bo przecież i tak chcę schudnąć) albo codziennych ćwiczeń, żeby wyrobić samodyscyplinę (i schudnąć). Jest dla mnie jasnym, że Post ma być czasem zbliżania się do Boga. Więc jeśli coś mnie od tego odciąga, to się tego pozbywam. Zostanę więc pewnie przy niewchodzeniu na fejsa. Ale co jeszcze? Codzienny różaniec/litania/koronka? Niesłuchanie muzyki i trwanie w ciszy? Codzienna Msza? A może.... coś, czego jeszcze nigdy nie robiłam?
W tym zastanawianiu obejrzałam filmik o. Mike'a:



Mówi tu wiele cennych rzeczy o modlitwie, poście i jałmużnej. Ta ostatnia jest dla mnie totalną zagadką, zawsze myśląc o tym widziałam siebie dającą datki na kuchnie dla ubogich albo noclegownie. I nigdy specjalnie nie myślałam o tym w poście. A ojciec Mike zwraca uwagę na fakt, że przecież nie musimy dawać pieniędzy. Możemy obdarowywać innych tym co tak cenne i czego wciąż za mało - czasem. I podaje przykład - codzienne pisanie dobrych słów, wyrazów wdzięczności czy miłości dla ważnych dla nas osób. Jak tylko to usłyszałam - wiedziałam, że TO TO. Genialne. Lista 40 imion na 40 dni. I każdego dnia mail lub sms z dobrym słowem. O tak. Więc do postanowień o trwaniu w ciszy dołączam i to, o obdarowywaniu ważnych dla mnie ludzi dobrymi słowami. Bo słowa mają moc.
A Ty, co postanawiasz?