Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

wtorek, 26 czerwca 2018

Mamo, dlaczego nie mogę wyrażać moich emocji?

Miałam dziś taką sytuację, określiła bym ją jako trudną i smutną.
Przebierałam się przed moim treningiem w szatni damskiej gdy z sali wyszły dwie zapłakane dziewczynki lat około 5-6. Nie wiem co się wydarzyło na ich treningu, ale znam to, zdarza się wychodzić w takim stanie. Natomiast to co się wydarzyło później, przerosło moje wyobrażenie.
Do szatni weszły dwie mamy (bez Dzień dobry do mnie, bo po co). Jedna z tekstem "Co to za humor masz?", a druga cicho i spokojnie. Dziecko tej pierwszej odpowiedziało "Czasem mogę mieć gorszy humor", na co usłyszało od rodzicielki (a może to była opiekunka?) "to ja poczekam na zewnątrz. Albo się uspokoisz i wyjdziesz do mnie, albo się nie uspokoisz i Cię tu zostawię". Jak się domyślasz, raczej to w uspokajaniu nie pomogło. Nie byłabym sobą, gdybym nie zareagowała.
Dziewczynce (na szczęście miała szafkę obok mnie) szepnęłam, że to normalne, że humor czasem jest gorszy, że każdy ma prawo się smucić. I że ja też czasem wychodzę z treningu z płaczem, czasem mi coś nie wychodzi. I że jutro będzie lepiej.
Z drugą mamą zamieniłam słówko w stylu "Ciekawe co tam się wydarzyło, idę zobaczyć". A pierwszej mamie nie powiedziałam już nic, żeby nie robić awantury i żeby mnie jeszcze przyjęli w tym jedynym miejscu gdzie mam przestrzeń do ćwiczenia....
Ale nie rozumiem, oj nie. Dlaczego nie mogę wyrażać emocji? Dlaczego nie może mi być smutno, źle? Czy pani nie wie, że zduszone emocje kiedyś wychodzą? I zaczyna się nerwica/depresja/inne problemy. Że nastoletniość pani córki będzie pełna bólu, może samookaleczania się i cichej autoagresji?
Uczenie dziecka jedynie pozytywnych emocji, lub całkowitego braku ich okazywania jest niezbyt mądrym pomysłem. Bo ileż da się być dzielną miłą grzeczną ukochaną córeczką? Ukochanym synkiem, który wygrywa wszystkie zawody i zawsze jest najlepszy? Moment, chwilę. Do pewnej granicy.
I pewnie bym przeszła obok tego obojętnie, gdyby nie wydało mi się to dziwnie znajome. I wiem, jak ciężko się potem odpuszcza i uczy, że można być słabym.
Miejmy nadzieję, że ktoś kiedyś zacznie prowadzić kursy przed-rodzicielskie tak jak są kursy przed-małżeńskie!
Dziś jedynie co mogę zrobić więcej, to się pomodlić za te wszystkie dzieci i ich trudnych rodziców, co nie wiedzą, że emocje trzeba wyrażać. Koniecznie.

wtorek, 5 czerwca 2018

Zmieniać pracę

Miałam ostatnio w pracy ciężki czas. Pojawiło się dużo absurdów, a jest to dla mnie jedna z rzeczy nie do przejścia. Skończył się jeden tydzień pełen frustracji, więc liczyłam na to, że od następnego będzie lepiej. Ale nie było. Każdego dnia działo się coś, co wyprowadzało mnie z równowagi i stawiało mnie w poczuciu, że moja praca nie jest szanowana. Spadła mi motywacja, bo kiedy ktoś inny nie pracuje dobrze i nie są wyciągane z tego żadne konsekwencje, to dlaczego ja mam?
W tym kryzysowym momencie dostałam wiadomość z zapytaniem, czy nie znam kogoś, kto szuka pracy? Oczywiście w pierwszej kolejności pomyślałam o innych, ale później... A właściwie dlaczego nie?
To otworzyło mi oczy. I głowę. Hej, przecież ja też mogę! Nie chcę być osobą, która zasiedzi się w jednym miejscu i będzie narzekać, jaka ta praca zła. Patrząc na to jeszcze z innej strony, to kiedy, jak nie teraz, będzie czas na próbowanie się w nowych dziedzinach? Tak naprawdę wcale nie wiem, kim chcę być, jak dorosnę. Marzenia o coachingu zdążyły się już zakurzyć. Ale może będę Panią z Banku? Albo sekretarką? Albo analitykiem danych? Albo.... możliwości jest wiele! I mam ten komfort, że nie mam ani kredytu (no, mam, ale taki całkiem mały), ani rodziny na utrzymaniu i mogę sobie też pozwolić na to, żeby podwinęła mi się noga.
Oczywiście jest też strach. Czy zwolnić się już, czy jeszcze trochę przetrzymać? Posłuchać rozumu czy intuicji? A co, jeśli wcale nie zjadę dobrej pracy? A jeśli tam też mi się nie spodoba? Jeśli będę pracować w gronie ludzi, z którymi się nie dogadam? A jeśli...
Sama siebie zapewniam, że dam radę. Jestem mądra. Zaradna. Poradzę sobie. I nawet jeśli nie słyszę tego od innych, sama sobie to powtarzam. Jestem odważna. Szkoda przecież tracić życie na frustracje. Więc kiedy, jeśli nie teraz?
A najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że w tych zmaganiach się z decyzją przez cały tydzień prowadzi mnie Słowo z dnia. I to nic, że nie słyszę jasnej odpowiedzi zrób tak i tak. Zresztą chyba nie o to chodzi w wolności. Ale wiem, że niezależnie od decyzji, którą podejmę, On będzie mi błogosławił.