Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

piątek, 20 stycznia 2017

o praktykowaniu wiary.

Podczas mojej azjatyckiej podróży zderzyłam się z moją niewiarą. A właściwie to z naszym europejskim strachem przed publicznym praktykowaniem chrześcijaństwa.
Wiesz, przez te kilkanaście dni wkurzało mnie to, że muzułmanie kilka razy dziennie modlą się tak żeby było słychać w całym mieście. Aż budziła się we mnie wątpliwość czy ja zawsze trafiałam w muzułmańską dzielnię i okolice meczetu, czy po prostu ich wszędzie słychać.
A potem odkryłam wyznawców hinduizmu, którzy niezależnie od tego czy akurat mieli gości/klientów o konkretnej wieczornej godzinie odprawiali swoje rytuały. Hindus otwiera wtedy szafeczkę ze swoim bóstwem, zapala kadzidełka, mruczy modlitwy pod nosem. Po tym jak okadzi bóstwo idzie dalej, kadzi nad szafeczką z pieniędzmi, w holu hotelu, w sali restauracyjnej, w swoim pokoju,
w kuchni. Ludzie obok mogą głośno rozmawiać. Telefon może w kieszeni dzwonić. Klient może czekać. A on się modli.
Było to dla mnie doświadczenie zachwycające.
I ja się pytam co z naszą wiarą? Czemu się ukrywamy mówiąc różaniec
w tramwaju? Czemu się wstydzimy powiedzieć, że w niedzielę się nie spotkamy o dwunastej, bo idziemy na Mszę?
Czy problem dotyczy tylko europejskich chrześcijan czy wszystkich? A może tylko katolików? Odpowiedzi nie znam. Myślę że trzeba by się nad tym zastanowić i coś zmienić.

środa, 11 stycznia 2017

Widzieć Boga w rodzicach.

Miałam Ci opowiedzieć trochę więcej o moim ostatnim kryzysie, ale.... czuję, że to jeszcze nie czas, że powinnam to najpierw w sobie jakoś poukładać. Więc ta historia jeszcze poczeka. Ale myśląc sobie o wierze, wrócił do mnie obraz moich rodziców. Dlaczego?
Nieraz się zastanawiałam, jak to w ogóle jest możliwe, że Bóg nas TAK kocha. Że nam ciągle wybacza i zawsze przygarnia i o co w ogóle chodzi z tym miłosierdziem? Nie mogłam tego pojąć.
A potem była w moim domu trudna sytuacja. Mój brat zaczął żyć własnymi zasadami, na które nie mogli się zgodzić nasi rodzice. Była więc rozmowa o tym, co dobre, a co nie, i o tym, że oni nie będą do tego ręki przykładać. Ale nie było wyrzucania z domu ani gróźb, ani kłótni. Mój brat wiedział, że są rzeczy, na które rodzice nie mogą się zgodzić, ale mógł w wolności podjąć swoją decyzję. I być przyjętym, mimo wszystko. I kiedy czegoś potrzebował, nigdy nie został bez pomocy i zawsze mógł wrócić do domu. Była w tym wszystkim miłość i wolność, granice i wymagania, na równi z miłosierdziem.
I myśląc o całej tej sytuacji wyobraziłam sobie, że tak właśnie kocha nas Bóg. Skoro jesteśmy jego dziećmi, to musi nas pouczać, pokazywać co dla nas dobre, a co nie, stawiać granice i dawać w tym wszystkim wolność. I zawsze przyjmować z powrotem. I zawsze kochać, nieważne co robimy.

Wszystko to uzmysłowiło mi, że moi Rodzice są wspaniali. Że jest w ich miłości do nas cząstka tej Boskiej. I że jestem wielką szczęściarą, że ich mam.