Bywają takie miesiące, że moje myśli zmierzają bardziej ku Mateczce.
A zwłaszcza sierpniem.
Dawno nie byłam na pielgrzymce, ale ten nastrój pozostał. Mimo że nie idę, to jednak przeżywam. Cieszę się gdy trafiam w kościele na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej.
W sumie to ciekawe, że my tak ją rozróżniamy. Że ta jest Nieustającej Pomocy, ta Pocieszenia a ta od Wykupu Niewolników (poszukajcie dobrze w Krakowie!). Ale dzięki temu może jest nam łatwiej? Bo zawsze znajdziemy taką, która będzie nasza?
Pytanie czy bez tych wizerunków, różnych tytułów bylibyśmy w stanie ją nazwać Naszą Matką?
Pewnie kwestia czasu i dojrzałości. Nie każdy ten kult rozumie i ma potrzebę. Czy zmienia się z czasem? Nie wiem, u mnie się zmieniło.
Oby i dla Was była Ona ważna!