Ostatnio na Jankowym spotkaniu dla kobiet usłyszałam, że dobrze jest ten czas przed-związkowy wykorzystać na przygotowanie do niego, na przygotowanie do małżeństwa. Niby się z tym zgodziłam, że przecież oczywiście, że tak, jak najbardziej, ale...jak???
Na szczęście trafiła mi w ręce dobra książka, która trochę mnie naprowadziła na właściwy tor. I tak po pierwsze- w każdą relację wnoszę to, KIM jestem, moją osobowość, cechy charakteru, postawy. Czy w małżeństwie nie jest to szczególnie ważne?
Jest takie powiedzenie, że żeby chcieć księcia, trzeba być księżniczką. Myślę, że jest w tym duuuużo prawdy. I że ważniejsze od stawiania wymagań i planowania 'jaki MUSI BYĆ ten mój mężczyzna' jest stawanie się Kobietą, z którą ten właśnie 'wymarzony' będzie chciał być. Tu chyba nie chodzi tylko o to, żeby znaleźć tą właściwą osobę, ale o to, by tą właściwą osobą być. Genialne nie? ;)
"Musisz być gotowy dawać dokładnie to, co chcesz otrzymywać. Jakichkolwiek cech pragniesz w partnerze, wykształć je najpierw w sobie". Tak proste. I jednocześnie niełatwe do zrobienia. Chociaż mam w sobie taki mały bunt, co do tego drugiego cytowanego zdania. No bo przecież są takie cechy, które są tylko mężczyzny, i takie, które mogą być tylko moje! Ale rozumiem to jako ogólną ideę, która dotyczy cech potrzebnych (albo wręcz niezbędnych!) do budowania szczęśliwej miłości i szczęśliwego małżeństwa. A Ty jak myślisz? :)
Więc...patrzę na listę cech, których wymagam od tego jedynego i już wiem, nad czym chcę pracować. Plan na najbliższy czas - konsekwencja.
PS. ta 'mądra książka' to Tajemnica miłości J. McDowell. Polecam Ja ;)
Swoją drogą, podkradłam ją Rodzicom i ostatnio okazało się, że w domowej biblioteczce mamy więcej pozycji tego autora i że Rodzice byli za młodu na jego wykładach o małżeństwie właśnie! Ekstra :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz