Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

niedziela, 15 października 2017

Nic co mam, nie jest moje.

Polecam Listy starego diabła do młodego C.S. Lewisa. Jestem pod ogromnym wrażeniem! Każdy rozdział daje tyle do myślenia, że mówić by o tym można było godzinami. Jedna myśli chodzi za mną jednak jakoś szczególne. Posiadanie.
Tak często mówimy, że coś jest NASZE. MOJA Mama, MOJA przyjaciółka, MOJA praca, MOJE pieniądze, MOJE auto, MÓJ czas, MOJE życie. Moje, moje, moje. A przecież tak naprawdę, nic z tych rzeczy nie należy do mnie.
Nie wybrałam moich rodziców, ani momentu w którym się narodziłam. Nie mam też żadnej władzy nad tym, ile chwil przeżyję. Mogę sobie planować MÓJ wolny czas, ale nie mam wpływu na te wszystkie niespodziewane rzeczy, które mogą się zdarzyć i pokrzyżować MOJE plany. Ludzie, którzy są mi bliscy, są wolni, mogą odejść kiedy chcą. Nie są moją własnością. To zmienia perspektywę. Zaczynam widzieć, że to wszystko jest DAREM. Bezinteresownym. Z miłości. To rodzi wolność. Przestaję kurczowo się chwytać tego, co nazwalam swoim. Przestaję się bać, że stracę. Przyjmuję z wdzięcznością. Każdy dzień, przyjaciół, rodzinę. I wiem, że prawdziwym właścicielem jest ON. I ja cała należę do Niego.
Nagle przypowieść o robotnikach w pańskiej winnicy nabiera sensu. A te wszystkie materialne rzeczy, które kupiłam, o których mogę powiedzieć, że są moimi, traktuję jak narzędzia dane robotnikom do uprawy winorośli.
Niesamowicie uwalniająca jest świadomość tego, że tak naprawdę nic nie mam. I jednocześnie nie muszę się o nic martwić, bo Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem, to On mój los zabezpiecza (Ps 16, 5).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz