Przez cały czas mojej szkolnej edukacji nie cierpiałam wf-u. Pamiętam zapach sali gimnastycznej z liceum i ten okropny ścisk w żołądku. I poczucie bycia zawsze najgorszą. Zmora. Potem zaczęła się powolna dorosłość i zmiany, zmiany zmiany.
Najpierw wsiadłam na rower. Jazda komunikacją miejską przy trzydziestu stopniach to nic przyjemnego. Więc pomyślałam, że może akurat? Dostałam pięknego czerwonego składaka i to była miłość od pierwszej podróży. I pierwszy szok, że taka forma aktywności jest całkiem przyjemna. Potem były różne próby fitnessu, rolki, taniec... Nic mnie jakoś szalenie nie pociągało, próbowałam tego bo przecież "trzeba się ruszać" i "zobaczysz, jakie to wspaniałe uczucie tak się zmęczyć". No więc nie, nie widziałam tego kompletnie. Aż kilka miesięcy temu przyszedł czas na dietę. Ale nie taką na miesiąc, jak to zwykle bywało, a taką na życie. Regularne posiłki, masa warzyw (nagle się okazało, ze do wielu da się przekonać!), dużo wody i odstawianie tego, co niezdrowe. I ćwiczenia. Motywację miałam niezłą, bo czegóż się nie zrobi dla kilku kilogramów mniej. Więc znalazłam na youtube filmiki z zestawami różnych wygibasów, a z tyłu głowy miałam myśl, że jakoś to przeboleję, będzie pewnie jak zawsze, czyli niemoc i rozczarowanie, ale muszę dać radę. I jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że 15 min ćwiczeń jest mi źródłem.... radości. To nic, że niektórych nie byłam w stanie zrobić. Ta satysfakcja, kiedy sama sobie mówiłam, że jeszcze tylko dwa razy, przecież dam radę. I dawałam. I duma, kiedy widziałam, że tym razem zrobiłam więcej niż poprzednio. I tęsknota za wysiłkiem, kiedy cały tydzień miałam zawalony od rana do wieczora i nie było już na to czasu. Niesłychane. A dzisiaj byłam pierwszy raz na bieżni. Ja, która jeszcze parę tygodni temu mówiłam, że ćwiczenia owszem, wszystko super, ale biegać to ja nigdy nie będę, to nie dla mnie, nie dam rady. I kiedy tak sobie szłam szybkim krokiem, a potem zaczęłam truchtać, słyszałam w głowie głos, który mnie uświadomił, że JA PRZECIEŻ BIEGNĘ! I co najfajniejsze - wcale nie chcę przestać.
Możesz sobie pomyśleć, że cóż to, ćwiczenia, nic wielkiego, teraz prawie wszyscy chcą być fit i chodzą na siłownię. Ale to jest mój wielki sukces. Ja, która nienawidziłam jakichkolwiek aktywności, teraz sama tego szukam. Więc.... jeśli Ci się wydaje, że coś nie jest dla Ciebie, to chcę Ci tylko powiedzieć - spróbuj. Bo może to, co Cię powstrzymuje, to tylko głupie wyobrażenia z przeszłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz