Półtora roku temu chciałam założyć profil na portalu randkowym. Akurat w tym czasie kilka moich znajomych poznało swoich mężczyzn właśnie taką drogą. Ale kiedy strona zaczęła pytać mnie o moje poglądy na ważkie sprawy, sposób spędzania wolnego czasu, osoby, które podziwiam i inne tym podobne, do źle się czułam pisząc to wszystko. Jakbym była towarem na półce i chciała obkleić się najładniejszą etykietką. I zostawiłam to.
No bo przecież było tyle miejsc, w których mogłam kogoś poznać! Praca, tramwaj, kursy, wykłady, imprezy w gronie bardziej i mniej znajomych ludzi... Ale nic się nie działo. Najpierw dotarło do mnie, że wcale nie chadzam w miejsca, gdzie mogę poznać kogoś nowego, tylko obracam się w stałym gronie znajomych. A potem pewnego razu wracałam busem do domu. Nagle wsiadł całkiem miło wyglądający pan. Stanął obok mnie. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Zauważyłam różaniec na środkowym palcu. Wymieniliśmy kilka spojrzeń. Aż w końcu wysiadł. I nic. To mi pokazało, że zapoczątkowanie rozmowy z kimś całkiem obcym, stojąc z nim twarzą w twarz, wcale nie jest łatwą sprawą. I zdecydowałam, że wracam do portalu randkowego.
Bo nie ma się co oszukiwać, że będę mieć czas i sposobność poznać kogoś tak o. Trzeba się o to postarać. "Wyjść do ludzi", nawet jeśli będzie to wyjście wirtualne. Więc odpowiadam na pytania o moje wartości i poglądy, ulubione jedzenie i najpiękniejsze miejsce, w którym byłam. Ale już bez tego wcześniejszego niesmaku i poczucia wystawiania się na sprzedaż. Za to z ciekawością, co przyniesie taka forma poznawania nowych ludzi. Może kompletnie nic, może złamane serce, wielkie rozczarowanie albo niechęć do wszystkich mężczyzn świata. A może dobrą relację. Zobaczymy. Ale nie chcę kiedyś się zastanawiać, co by było, gdyby...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz