Od kilku lat mam wrażenie, że sztuka składania życzeń zanika. Może nie globalnie, ale w mojej głowie, w moim życiu. Z jednej strony jest to trudne. A z drugiej... takie oczywiste.
Kiedyś wymyślałam dla każdego inne życzenia, łamanie się opłatkiem było dla mnie miłą chwilą, a wszyscy mi mówili: "jakie ładne Ty życzenia składasz!".
Nie wiem czy można to nazwać dorosłością, dojrzałością, ale obecnie nie potrafię tego robić. Męczy mnie wymyślanie pięknych frazesów. Dlaczego akurat na święta mam nagle komuś czegoś życzyć? Jeżeli moim bliskim nie życzę dobrze, to powinnam się nad tym zastanowić i coś zmienić. Jeżeli nie potrafię z nimi rozmawiać, to czas zacząć to naprawiać. A jeżeli jestem z kimś na tyle blisko, że wszystko mamy sobie powiedziane... to po co psuć to wymyślnymi życzeniami? Wystarczy może "Wszystkiego najlepszego!". W tym mnie utwierdził tenże wypowiadający się zakonnik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz