Usłyszałam gdzieś, że przeciwieństwem smutku jest cierpliwość. W takim razie smutek jest w pewnym sensie tożsamy z niecierpliwością. Kiedy? Gdy w oczekiwaniu nie ma nadziei. Wtedy zostaje tylko smutek, który pochłania serce, kawałek po kawałku. I wtedy czekanie boli. I przynosi śmierć. Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, którego się /potem/ nie żałuje, smutek zaś tego świata sprawia śmierć (2 Kor 7,10).
Tu znów wracają do mnie słowa przewlekłe czekanie jest raną dla duszy, ziszczone pragnienie jest drzewem życia (Prz 13,12). Jak więc czekać? Jak być cierpliwym? Jak w tym, co niewiadome, odnaleźć nadzieję?
Jedną mam odpowiedź:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz