Usłyszałam wczoraj trafny przytyk, dzięki któremu zobaczyłam, jaka jestem rozdwojona, ile mam w sobie sprzecznych emocji i pragnień. Czuję się samotna, ale uciekam przed bliskimi. Tęsknię za utraconą przyjaźnią, ale nie chcę wpuszczać tej drugiej osoby do mojego serca. Nie chcę marnować życia, ale wybieram leżenie w łóżku z laptopem. Pragnę pokochać Chrystusa, ale poświęcam mu tak mało czasu....
Niesamowite, jak człowiek może być podzielony. Chcę - nie chcę, nie chcę - chcę. I żadne z tych pragnień nie wygrywa, za to męczy serce.
Po tym olśnieniu przyszło mi do głowy, że przecież "każde królestwo wewnętrznie
skłócone pustoszeje i dom na dom się wali". Oj tak, wali się, wali. Tylko może musi runąć, żeby powstało coś nowego, pięknego i dobrego, zbudowanego na skale?
"Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą." Ps 127,1
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz