Przeczytałam magazyn "Filozofuj" traktujący o sensie życia. Padło w nim pytanie jak w tytule. Nie wiem, na ile zadane było na poważnie, ja je w każdym razie potraktowałam serio. Abstrahując od rozważań o tym, czy wszyscy ludzie wiedzieliby, że zaraz umrzemy i zapanowałby ogólny chaos, skupiłam się na sobie. Co ja bym zrobiła? Czy rzuciłabym wszystko, co robię, żeby zwiedzać najdziwniejsze zakątki świata? Raczej nie. Myślę sobie, że zmieniłabym tylko dwie rzeczy - powiedziałabym tym, których kocham, ze ich kocham, i modliłabym się więcej. No, może jeszcze trochę mniej bym pracowała, a więcej przebywała w domu. I ucieszyłam się tym, co sobie uzmysłowiłam. I tym, że nie muszę czekać do końca świata, żeby móc to zmienić. Mogę już.
A Ty? Co byś zrobiła, gdybyś wiedziała, że za pół roku świat przestanie istnieć?
Dlaczego i po co.
Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Miałam ostatnio podobną myśl. Że co by było gdyby się okazało, że mam raka i zostały mi dwa miesiące. Czy wróciłabym w rodzinne strony by czekać? Czy robiła dalej to co robię?
OdpowiedzUsuńI wiem, że zostałabym tu gdzie jestem i może rzeczywiście trochę więcej czasu z Tatą bym spędzała, ale więcej uczucia i czasu dla innych bym miała.
No to do dzieła! :)