Ale jest temat trudniejszy. Może ciekawszy. Pewnie dla ludzkości bardziej aktualny.
Tak naprawdę to przez większą część mojego życia byłam święcie przekonana, że problem czystości przedmałżeńskiej pojawia się dopiero w momencie wchodzenia w związek. To chyba jedno ze sprytniejszych kłamstw złego.
Drugi fakt to taki, że nigdy ale przenigdy chyba się nie zastanawiałam po co i dlaczego. I jak to wytłumaczyć drugiej osobie, tak, żeby 1) przekonać, 2) nie dać się przepchnąć na drugą stronę?
Bo na przykład mówienie o NPRze wydaje się proste (nie jest, zwłaszcza gdy 90% społeczeństwa wierzy że to kalendarzyk i nie da się przekonać że jest inaczej). Nie jest, jasne że nie, ale potrafię poruszyć ten temat, potrafię go bronić. Doskonale rozumiem dlaczego i po co. I nie mam tu żadnych wątpliwości.
Ostatnio zachwyciła mnie taka scena w filmie Pearl Harbour (chłopcy mi podsunęli myśl by go oglądnąć i bynajmniej nie dla tej sceny), gdzieś przy 28. minucie. Kiedy ona jest totalnie zdecydowana i wie, że to jest jej mężczyzna i że z nim chce spędzić tą noc. Pomimo tego, że nie wiadomo czy on wróci z frontu. Nie myśli o tym co potem, myśli o tym co teraz, o tym jak bardzo go kocha. A on ją stopuje i mówi, że chce wiedzieć, że najlepsze jest wciąż przed nim. Ta myśl, ta perspektywa, utrzyma go przy życiu. Fakt faktem, że życie życiem i (kto oglądał to wie), nie wszystko pójdzie tak jak pójść powinno. Ale całkowicie zauroczyło mnie to, że to on a nie ona miał taką postawę. Brawo! Szukamy takich mężczyzn. A przynajmniej fajnie by było żebyście się zdarzali, bo czasami mam wrażenie że wszyscy idziemy w bardzo złą stronę...
A druga rzecz, to od Ciebie - historia Moriah i Joela. Tu jej piękne świadectwo.
W ogóle cała sytuacja wydaje się nierzeczywista i niezrozumiała - bo żeby się nigdy nie całować? Tak w ogóle?!? Było to dla mnie dosyć absurdalne. Przez moment. Bo kto normalny da się przekonać, że będziemy się całować dopiero po ślubie? I co ze sobą robić wcześniej? Jak w ogóle wejść w jakikolwiek związek?
A jednocześnie pomyślałam sobie, że ja też tak chcę! I że to by było ekstra powiedzieć potem świadectwo. Patrzcie jakiego mam przystojnego męża! A wytrwaliśmy, udało się i było warto!
I pewnie mało kto się tu ze mną zgodzi. A ja wciąż nie mam argumentów za i do obrony. Nadal nie wiem jak przekonać do mojego punktu widzenia. Ale wiem, że chcę. Nie spróbować. Ale wytrwać, wywalczyć. Jestem tego stu procentowo pewna. To prawdopodobnie oznacza, że najbliższe moje trzy związki długo nie potrwają. A może i dziesięć. Trudno.
To pewnie oznacza też, że będzie bardzo bardzo bardzo ciężko. Ale nie ma nic nie możliwego.
Zapewne może rozpętam burzę i ktoś mi wygarnie, że pewnie jestem stara, brzydka i nie mam nikogo w pobliżu (ściema). Albo, że jestem głupia i staroświecka, nie wspominając o dewocji. Polecam Narzeczonych z Bożej Łaski. Oni też ładne świadectwo dają :)
I tak sobie myślę, że to nie przypadkiem ostatnio to wszystko do mnie trafia, wiesz? On ma w tym jakiś plan.
Tak więc na najbliższy czas, polecam i Tobie i wszystkim, którzy walczyć o czystość zamierzają:
Amen.
Tacy mężczyźni istnieją. :)
OdpowiedzUsuńMój chłopak na początku naszego związku bardzo mnie stopował. To on był bardziej na nie niż ja. I Bogu za to dzięki!