A potem przyszedł czas ponownego przeżywania samotności, w którym wszystko zaczęło się mieszać. Bo przecież.... czy on naprawdę też musi uwielbiać tańczyć? I kiedy raz czy drugi poimprezuje, czy to będzie takie złe? I czy on w ogóle też musi wierzyć? Może wystarczy, jeśli będziemy szanowali swoje odmienne poglądy?
Podobno im dłużej kobieta jest sama, tym bardziej obniża swoje związkowe standardy. Czasem może to i dobrze, bo gonienie za idealną wersją tego jedynego może lekko zaślepić na tych nieidealnych, którzy są obok. Ale myślę też, że trzeba sobie nieustannie przypominać, kim jesteśmy i na co zasługujemy. To po pierwsze. A po drugie ufać. Bo przecież nasz Tata chce(!) spełnić nasze najskrytsze marzenia. I troszczy się o nasze relacje. I sam mówi, że będzie nas bronił. W Walentynki polecam więc oddać tą wymarzoną relację Temu, który chce nam dać tylko to, co najlepsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz