Dziś, nocą, mam takie wdzięczności. Za ludzi. Do Ojca. Za to, że ich postawił na mojej drodze. Za to, że mam komu opowiedzieć o moich trudnych decyzjach, o tym co mnie boli i męczy. Albo o radościach.
I chociaż gdy słyszę ten deszcz, ciemno za oknem aż chce mi się płakać. To jednak przepełnia mnie wdzięczność i spokój.
Jest dobrze, choć pęd i dużo na głowie. Umocniona Duchem, chciałabym iść i głosić. A muszę to w normalny, codzienny sposób wpleść....
Więc na razie dziękuję. Za to, co jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz