Ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo trudne, wiesz? Pewnie widziałaś sama, że staram się trzymać prosto jednocześnie robiąc wszystko na 100%. I że chodzę zmęczona a udaję że nie.
I tyle wypłakałam łez ostatnio! I było ciężko, choć wiedziałam, że On przy mnie jest. To było ciężko.
I teraz to widzę. Że robiłam wszystko na maksa. I że za dużo tego było. Ale jeszcze chwilę.
Choć stres już ze mnie schodzi i chce mi się płakać i leżeć na podłodze i tyle. Potrzebuję już odpocząć.
Jeszcze trochę, troszeczkę, dam radę. Prawda?
I mam taką obserwację, że bardzo ważni są ludzie wokół nas. Że bez nich ani rusz.
I widzę konkretnie kogo Pan Bóg stawia na mojej drodze. I mówi mi: Daję Ci tego i tego, tą i tą. Dla Ciebie. Oni Cię będą teraz wspierać. Może chwilę, ale są. Ważni. Dla mnie. Specjalnie. Nie przypadkiem. I może trzeba będzie dalej iść. Bez nich, ale z innymi. Ale na zawsze pozostaną dla mnie ważni.
Oj, zaraz się popłaczę, czas odpocząć, oj czas.
Idę świętować! Teraz czas radości wreszcie! Choć chwilę się cieszmy!
Powinnam napisać posta o tym, że ten koniec jest początkiem... ale chyba mi nie wyszło ;)
W każdym razie: ulga, nadzieja i radość. To na najbliższe dni :)
Dla tych co nie wtajemniczeni: tak, zostałam dziś panią magister (inżynier)!!!! :D
Wspaniale! Serdeczne gratulacje! :D
OdpowiedzUsuńDoskonale znam to uczucie ulgi, gdy po trudnych tygodniach, a nawet miesiącach ciężkiej pracy zyskuje się w końcu upragniony tytuł przed nazwiskiem... :D
:)