Dlaczego i po co.

Najlepsze, najgłębsze i najistotniejsze rozmowy przeprowadza się w nocy. Gdy jest ciemno, cicho i wszyscy wokół śpią.
O czym rozmawiamy?
O relacjach z ludźmi (w szczególności z mężczyznami), o Panu Bogu, a odkrywaniu swojego ja (a zwłaszcza kobiecości),
o gotowaniu, szyciu, pomysłach na życie.
Już czwarta...idziemy spać? Idziemy, idziemy... Ale wiesz, co? Tak sobie myślę, że...

czwartek, 14 sierpnia 2014

Pielgrzymkowe cuda.

Nie lubię powrotów. Te 7 dni dreptania z Dominikanami to czas tak wyjątkowy i tak oderwany od rzeczywistości, tak przesiąknięty Bożą łaskawością i obecnością, tak cieszący i wymagający, że kiedy człowiek wraca na stare śmieci, to nie umie się jakoś odnaleźć...
I myślę sobie, że cały czar pielgrzymki polega na dzieleniu swojej modlitwy, swojego czasu, swoich rozmów i milczenia z ludźmi, którzy wierzą jak ja, z ludźmi o pięknych historiach i sercach, z ludźmi, przed którymi nie trzeba jakoś ukrywać swoich poglądów, swojej religijności, swojego zachwytu Bogiem. Dlatego potem powroty do rzeczywistości są trudne. Dla mnie.

Muszę Ci powiedzieć, że w tym roku wyjątkowo odczułam opiekę Taty. Miałam ze sobą tylko kilka złotych i na początku martwiłam się, jak to będzie, przecież coś na ząb trzeba będzie kupić... ale jak się Mu wszystko odda to sam o wszystko się zatroszczy! I wszystkiego miałam w obfitości, za sprawą szczodrych ludzi, którzy zawsze byli obok. Puentą niech będzie sytuacja z ostatniego postoju na dzień przed wejściem do Częstochowy. Ledwo zdążyłam powiedzieć, że 'nie mam nic na kolację', a tu zjawił się pan rozdający drożdżówki! :)

I przez cały czas pielgrzymowania Tata powtarzał mi jedno: "patrz na Mnie, nie trać Mnie z oczu". I z tym przyjechałam i w tym staram się trwać. Codziennie.

2 komentarze:

  1. "I rzekł do nich: Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów?
    Oni odpowiedzieli: Niczego. /Łk 22, 35/

    To co napisałaś to tylko kolejny dowód na to jak Pan sam się troszczy.

    Myślę czasem, że mógłbym przejść całą tą drogę milcząc z tymi, którzy idą obok. Modląc się i milcząc. Siedząc podczas postoju na kawałku czegoś i dzieląc się tym co mam z kimś kogo może nie znam. Czasem to więcej niż słowa.
    Może stąd "cisza"? :)

    Wracam..też dlatego, żeby podzielić się tym co dostałem. Dopiero wtedy podróż się kończy. Ktoś czeka na historię, na słowo. Ale jak to powiedzieć :) Trzeba próbować. Nie za dużo. Prosto. To co najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tradycyjnie zapadłam w znieczulicę na całą pielgrzymkę. Nie czułam Go, nie czułam ludzi, nic nie rejestrowałam, nic nie pamiętam. Wołałam Go, gdy już było bardzo ciężko, gdy nie wiedziałam co mam robić, a mózg pomimo tych wielu kaw i energy-drinków odmawiał współpracy. A Nasz Tato objawiał mi się w ludziach. Którzy byli, dbali o mnie, o spanie i jedzenie. I we wszystkich z którymi dane mi było współpracować.
    Ogromnie jestem za nich wdzięczna i nie mogę tej wdzięczności aż z siebie wydobyć.
    Odkryłam w tym roku, że ta pielgrzymka to nie jest dla nas. Ona jest też dla tych wszystkich, którzy nas przyjmują, czekają na to cały rok. Dbają byśmy mieli gdzie spać, co zjeść i czekają na nasze ciche Świadectwo. Bo idziemy do Mateczki. Tak sobie co roku myślę, że nikt normalny nie szedł by takiej drogi! Wszyscy jesteśmy szaleni :) Tak po Bożemu. Tylko wiara może nas zmobilizować do pielgrzymowania.
    Dziękuję Panu Bogu za te wszystkie kawy na szkolnych korytarzach, na błądzenie po piwnicach w poszukiwaniu wodomierzy, za rozmowy w kanciapach z wiadrami. Polecam mu tych wszystkich, którzy po cichu przyczynili się do tego, że mogliśmy dojść do Mateczki.
    A na koniec długiej wypowiedzi.. moja pielgrzymka się nie skończyła. Choć już snami mnie nie męczy, jeszcze muszę trochę posumować, popodliczać, Wy już dawno skończyliście, a ja jeszcze trochę. I czuję, że On mnie otacza swym ramieniem. Mam taką świadomość, że gdyby mnie ostatnimi dniami nie niósł, nie dotrwałabym. To co robię, robię dla Niego i tylko On może mnie w tym podtrzymać i uratować.

    OdpowiedzUsuń