Mam ostatnio jakiś głupi czas, wiesz? Takie bycie nie-bycie. Smęty, szybko nudzące się włóczenie się po mieście dla samego włóczenia i zbijania czasu, miliony minut wygadanych przez telefon. Ciągłą myśl by wreszcie posprzątać i porządnie coś ugotować. Zmęczenie wszystkiego.
I z tego wszystkiego lecę z kolejnym sezonem kolejnego serialu.
Takie dorosłe życie (?). Praca, obiad, serial, sen. I od nowa.
Więc dziś jadę do Pana Jezusa. Jeszcze nie obcykałam tu blisko adoracji, więc jadę na Mszę. Lepiej u Niego posiedzieć niż faszerować się złudnym światem, nie? U mojego Przyjaciela. Najlepszego. Blisko i nie przez telefon.
Opowiem mu co u mnie i jakoś to dalej będzie, nawet bez słońca, dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz