Chodzimy z tymi telefonami, przyklejeni do wyświetlaczy i klikamy. Like tu, like tam. A, nie tego jednak nie śledzę, a co tu się dzieje? Wiadomości jeszcze sprawdzę, może coś się zmieniło od rana. Odpiszę tutaj M., a K. odpiszę za chwilę.
Wsiadam do tramwaju, wyciągam książkę. Dziewczyny obok mnie zapatrzone w telefony a jednak ciągle ciągną konwersację między sobą. Pan obok coś czyta, też na telefonie, może wiadomości, a może filozoficzne teksty? Głupio mi, że czytam papier. Wyciągam telefon i sprawdzam wiadomości raz jeszcze.
Mijam zasłuchawkowanych ludzi - czego słuchają? Muzyki? Jakiś mądrych konferencji lub podcastów? Zepsuły mi się słuchawki, muzyki słucham tylko w domu, na dobrych głośnikach. Dźwięki miasta też są ciekawe, ale czasem bardzo mi brakuje muzyki gdy nie ma do kogo się odezwać.
Już kładę się spać, ale przypomniało mi się, że nie ćwiczyłam dziś angielskiego i niemieckiego. Więc sięgam po telefon i jeszcze klikam. Tap, tap, klik, klik, za szybko, znów się pomyliłam, a umiałam przetłumaczyć to zdanie przecież!
Budzę się kolejnego dnia z myślą, że może jednak kupić zwykły budzik (ale czy on da radę?). Bo pierwsze co robię to sprawdzam fejsa i insta, i odświeżam raz jeszcze, bo może mi nie wyświetliło powiadomień wszystkich? Idąc do łazienki czytam wiadomości. Telefon jest ze mną cały czas. (Poza momentami, gdy go zapomnę. O dziwo da się to przeżyć.) Łapię się na tym, że się dziwię, że nikt do mnie nie napisał, nikt nie polubił mojego nowego zdjęcia. A minęło ledwo pół godziny od ostatniego sprawdzenia. Nic się nie zmieniło, robi się nudne odświeżanie tych stron. To mnie pewnie ratuje, bo sięgam po książki, słucham mądrych rzeczy, staram się by ten telefon był narzędziem pracy a nie obiektem uzależniającym.
Ile jest ludzi, którzy kładą swój telefon obok łóżka? W łazience aby móc po niego sięgnąć zaraz po wyjściu spod prysznica? Nie wspominając o przeglądaniu internetu w wannie? W tramwaju/autobusie (przecież to niezłe wykorzystanie czasu podróży).
Są miliony aplikacji, które teoretycznie nam ułatwiają życie, a z drugiej strony pewnie drugie tyle (albo więcej?) które nam je zabierają.
Nie wiem czy to uzależnienie od internetu, dostępu do wiadomości, czy do kontaktu z ludźmi. Mam ich tam, w bezpiecznej odległości. Jak będę miała dość, to odłączę się od sieci.
Proste?
Straszne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz