Już od kilku lat nie byłam na procesji. Odkąd wyjechałam do Krakowa to chyba nie wróciłam do domu na to Święto. Zastanawiałam się, gdzie byłam w tamtym roku. Wtedy już przecież nawrócona i rozumiejąca więcej... Nie pamiętam. Ale to Boże Ciało zapadło mi w pamięć. Kapliczka w górach, widok wprost na Giewont, niebo jasne i bez jednej chmurki, kobiety w pięknych góralskich strojach, mężczyźni śpiewający mocnymi głosami....Pięknie! I ta Jego bliskość, Jego wzrok pełen Miłości.
Góry mnie zaczarowały. I górale. To jest dla mnie naprawdę inny świat, inna mentalność, inne charaktery, no wszystko inne. Urzekające.
Myślę sobie, że ten dzień, to był wspaniały prezent od Tego, który kocha.
"Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu." J 6,33
Ooo tak, wszelkie uroczystości na Podhalu to wyjątkowe przeżycie. Rzeczywiście, górale mają jakąś taką uroczą szczerość i nieskrępowaną odwagę przeżywania wiary całym sobą. A jak hukną śpiewem tymi swoimi potężnymi głosami, to nieraz ma się wrażenie, że ziemia się trzęsie. :D Jest moc.
OdpowiedzUsuńTo mówi góralka z krwi i kości, która po raz pierwszy w swoim życiu była w tym roku na procesji Bożego Ciała POZA swoim rodzinnym, góralskim domem. Przepaść. ;)
Przepaść to dobre słowo ;)
OdpowiedzUsuńJa już wiem, gdzie będę za rok :D Chociaż wiadomo, waga uroczystości w każdym miejscu taka sama ale...od razu się człowiek inaczej modli na 'góralszczyźnie' ;)