Jestem zachwycona, poruszona, zaniepokojona i równocześnie uradowana....Dominikanie to jednak mądrzy goście są ;) Przeczytałam właśnie GENIALNY artykuł. O mnie.
http://dominikanie.pl/2014/11/demon-poludnia-recepta-na-nicnierobienie/
Problem lenistwa już od jakiegoś czasu gdzieś tam mnie niepokoił, ale nie wiedziałam tak do końca o co chodzi. Mam dużo zajęć i jestem zmęczona więc nie mam siły na cośtam i cośtam. Czy to już lenistwo? Gdzie jest granica między tym zdrowym odpoczynkiem a grzechem? I jak w ogóle z tym walczyć? Przeczuwałam, że chodzi o stan ducha. W końcu wszystko bierze się z serca, nie?
Więc co tu robić?
"Lenistwo to jednak sfera ducha, gdzie pokuta i samodyscyplina są środkami właściwymi do jego zwalczania." No tak. Ale jak się jest leniwym to ta dyscyplina...
"Oddajmy raz jeszcze głos Ewagriuszowi, który podpowiada, że acedię leczy
się wytrwałością i czynieniem wszystkiego z wielkim staraniem."
Ha!
Na rekolekcjach dla animatorów usłyszałam cudną konferencję, która trochę mi przewróciła w sercu i w głowie. O dyscyplinie właśnie. A potem miałam szczęście to wartościowej rozmowy. Wnioski?
Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!
Czyli codzienna dyscyplina. Taka mała. Ścielenie łóżka przed wyjściem, regularne i porządne jedzenie, nieodpuszczanie mycia zębów czy jakiejkolwiek innej pozornie nieważnej(!) rzeczy. No i dyscyplina w modlitwie. Nie chodzi zaraz o dwugodzinne śpiewanie pieśni ale o drobne kroczki, niech to będzie tylko 'Ojcze nasz' rano i wieczorem. Ale dzień w dzień, bez ustępstw.
Jeszcze sobie myślę, że niezbędne jest tu miłosierdzie. Do samego siebie. Dziś się nie udało? To nic, jutro też jest dzień na zmiany :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz