Odsłuchuję sobie znów Pomarańczarni, od samego początku. W pierwszej serii konferencja 8 jest odpowiadaniem na pytania studentów. I znów SZOK. I rewizja swojego myślenia.
Nie wierzę w przeznaczenie. W takim sensie, że "co się ma stać to i tak się stanie, nie ważne co ja zrobię". Wierzę, że każdy z nas jest stworzony wolnym. I że Bóg jest wszechwiedzący i wie, jak będzie wyglądać każda kolejna sekunda mojego życia, że mnie kocha najszaleniej na świecie i daje mi tylko to, co dla mnie dobre. I że miłość jest decyzją.
Żyłam sobie jednak w przekonaniu, że "Bóg ma plan dla mojego życia", że ma jakąś konkretną jedną drogę i że powinnam Go codziennie pytać, co mam danego dnia zrobić. I że jestem powołana do małżeństwa z konkretną osobą, do konkretnej pracy, do konkretnej posługi itd. Czy to się nie kłóci trochę w tym, co napisałam powyżej? No chyba.
I co o. Adam mówi w swojej konferencji?
"Nigdy Bóg nie powołuje jednej osoby dla drugiej osoby."
"Jeżeli kogoś wybierzesz, żeby go kochać, to jest to Boże powołanie, bo On w tą miłość wejdzie. Ale dopiero po Waszym wyborze."
"Bóg cię kocha. To jest koniec Bożego planu."
"To wy wybieracie drogę, nie Bóg ją dla was wybiera."
"Bóg mówi: kochaj! Szukaj, gdzie jest serce, które ci odpowie miłością. Jak je znajdziesz i wybierzesz, to ja ci w tym sercu pobłogosławię."
"Bóg przychodzi i mówi: czy ty chcesz?"
Wizja jest tu chyba taka: Bóg w każdej sytuacji życiowej staje przede mną i pokazuje mi, którędy mogę pójść. I pyta, czy chcę. A ja w mojej wolności wybieram. A jeśli nie wybiorę tego, co On mi proponuję, to On dalej będzie ze mną w tym wszystkim, w danej konkretnej sytuacji, wejdzie na tą wybraną przeze mnie ścieżkę i będzie wciąż mi pokazywał, co w danej sytuacji jest dla mnie dobre. Ale to ja wybieram. I że to nie tak, że On już wszystko zaplanował a ja mam tylko 'szukać Jego woli' i tego, co powinnam zrobić, żeby ten Jego plan spełnić.
Nie wiem, czy to co ci tu mówię ma w ogóle jakiś sens, jest to we mnie jeszcze niepoukładane... I nie chodzi też o to, że o. Adam jest jakąś wyrocznią czy coś. Ale te jego słowa bardzo mnie uderzyły i chyba obudziły. I mam nadzieję, że mnie poprowadzą do prawdy.
Poukładasz to sobie, nie martw się :)
OdpowiedzUsuńJa już trochę temu doszłam to tego wniosku: że nie ma jednego jedynego, że może ich być kilku i trzeba dzielnie podjąć decyzję i w niej trwać i walczyć i się umacniać. Oczywiście musi być to obustronne.
Ostatnio słucham drugiego sezonu. Jakoś tak to dla mnie zderzenie z murem, ze ścianą czasem! Że coś tam czuję, ale nie wiem jak iść jednak, mimo wszystko.
Ostatnio (4. odcinek 2. sezonu) było o szukaniu. I wychodzeniu na place i ulice. To jest trudne, bardzo trudne! Zwłaszcza teraz, gdy jestem "na obcym". Więc w tym roku szukam placów i ulic na które można wyjść :)