Dużo trudnych rzeczy się we mnie ostatnio rodzi. Takich bolących i uwierających, jak kamyk w bucie. Chociaż taka jest podobno historia powstawania pereł - malutkie ziarno piasku dostaje się do muszli, trochę się tam pokręci i pouwiera a potem proszę, czyste piękno. Więc może i z tych moich duchowych kamyków coś się zrodzi?
Myślę sobie, że jesteśmy mistrzami w oszukiwaniu siebie. A przynajmniej ja. Nikt mnie tak nie nabiera i w niczyje bajeczki i wytłumaczenia tak nie wierzę, jak w swoje. "Jeszcze tylko dwie piosenki i zaraz wracam do nauki", "ostatni odcinek i siadam do modlitwy", "jutro wstanę wcześniej i zrobię sobie śniadanie, nie muszę go przecież dziś szykować", "w następnym tygodniu to już na pewno znajdę czas, żeby spotkać się z bliskimi" i cała masa tym podobnych zdań. I już w momencie, kiedy je sama do siebie wypowiadam, wiem, że są nieprawdą, że wcale tak nie będzie, że to tylko marna próba usprawiedliwienia mojego lenistwa. I tak się sama sobie pozwalam oszukiwać. Wszak to całkiem wygodne.
Ostatnio w czytaniach i Ewangelii powtarzało się jedno mocne Jezusowe słowo. Obłudnicy. Ale przecież to nie o mnie! A potem usłyszałam, że obłuda jest wtedy, kiedy umiem stanąć w prawdzie, ale tego nie robię. I już wiem, że każdy moment, kiedy uciekam przed prawdą o sobie samej, jest obłudą. Tu zostaje tylko jedno pytanie, jak się z tą prawdą zmierzyć, jak ją znaleźć, jak w niej wytrwać?
Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze - Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna . Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. J 14,16-17
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz