Miałam niezwykłą przyjemność nocowania z młodą Mamą z dwójką dzieci w jednym pokoju. Przez prawie tydzień. Bardzo ubogacające doświadczenie. I męczące ;)
Człowiek to jednak głupi był, że już 2 czy nawet 3 lata temu mówił, że 'jest gotowy na bycie mamą'. Zdecydowanie nie! Nie wiem czy w ogóle można być na to tak w pełni gotowym, ale to, że się zachwycam małymi dzieciakami i szalenie mnie rozczulają, to zdecydowanie za mało do bycia odpowiedzialną rodzicielką. A refleksja numer dwa po tym szalonym czasie to jeden obraz. Małemu wyrastały ząbki i cierpiał. I słychać to było w tym płaczu, to jego 'ała ała'. I cóż można zrobić w takiej sytuacji? Nic. Tulić i czekać. Kiedy tak sobie ukradkiem spoglądałam na tego pięknego bobasa w ramionach swojej Mamy, to przypomniało mi się Boże Słowo "Byłem dla nich jak ten, co podnosi
do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go." Oz 11,4.
I myślę sobie, że z nami też tak jest. Że jesteśmy jak takie płaczące i cierpiące niemowlęta, często takie bezradne... A Tata bierze nas na ręce i tuli. Tylko tyle. Aż tyle. Wszystko.
chyba dlatego jakby czekać na to kiedy będziemy gotowi na różne rzeczy, czekalibyśmy bez końca. i Bogu dzięki za zwykłe decyzje, proste życie, które często okazuje się odwagą i męstwem.
OdpowiedzUsuń