Lubię bajki. Mam wielki sentyment do tych z dzieciństwa, chociaż kiedy się do nich wraca po latach, to wszystko się zmienia. Ostatnio naczytałam się różnych artykułów o tym, że stare Disneyowskie bajki nie uczą dziewczynek żadnych "dobrych" zachowań, tylko czekania na idealnego księcia, bierności, wiary w to, że jak się drugą osobę kocha, to ona się dla nas zmieni i innych takich nieżyciowych spraw. A jednocześnie mówi się o tym, jak to zmienia się teraz zmienia kino w ramach "równości płci" i że furorę robią te, w których główną bohaterką jest walcząca kobieta (ot, pierwsza z brzegu Niezgodna albo Igrzyska śmierci).
I myślę sobie, że to wcale nie taki nowy motyw. Już przecież była Pocahontas, Mulan czy Esmeralda z Dzwonnika z Notre Dame. Czego one uczą? Pokonywania uprzedzeń, odpowiedzialności za swoje decyzje i za tych, których się kocha, sprytu. No i oczywiście ODWAGI. Dla mnie te bajowe postaci są obrazem czystej kobiecości w tym wojowniczym wydaniu. Nie chodzi tu o to, że jesteśmy tak samo silne jak mężczyźni i że możemy to samo co oni, ale o to, że na swój, jedyny i niepowtarzalny sposób, wykorzystując swoją kobiecą kreatywność, spryt i całą wewnętrzną siłę którą mamy, możemy walczyć o to, co dla nas ważne.
I pamiętam mój zachwyt, kiedy oglądałam te bajki. Zachwyt spowodowany siłą bohaterek. Bo przecież.... można być i księżniczką i wojowniczką, nie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz