Najważniejsi są ludzie, wiesz? Stale mi się to przewija przez głowę. I w tym czwartym tygodniu jestem już przywiązana do moich kolegów. Bardzo. Za bardzo. Musiałam się czegoś chwycić, żeby tu nie utonąć. Po trzech tygodniach nieczułości, braku tęsknoty, braku łez, nagle się okazało, że jestem człowiekiem. Trochę mi za Wami smutno. Ot, tak troszeczkę.
Chciałabym posiedzieć z dziewczynami, może wypić wino, ale przede wszystkim pogadać, na luzie. Bo tak jest fajnie, fajosko. Ale już męczy mnie dowcip męski, aczkolwiek oni naprawdę się starają. Męczy mnie bycie jedyną kobietą w dziale, choć to się wiąże z wieloma dogodnościami, to chyba już mam za duże zapędy do matkowania im i wykorzystywania swojej kobiecości przy zauważaniu drobnych szczegółów i innych ważnych spraw przez męskie oko gubionych.
A po ostatniej delegacji i chorowaniu po niej, to już w ogóle darzę ich za dużą troską i za dużym przywiązaniem.
A może to wynika z mojej kobiecości? Że muszę kochać i dbać i troszczyć się?
Nie wiem. Myślę, że będę to rozważać jeszcze wiele wiele razy i że niebawem do tego powrócę. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz