Śpiewałam sobie ostatnio pod nosem pieśń "Błogosławcie Pana" i uderzył mnie jakoś szczególnie pierwszy wers. Wiele już razy tą pieśń słyszałam i śpiewałam i nie zwracałam na to większej uwagi.
"Błogosławicie Pana wszystkie Jego dzieła, które by nie kwitły, gdyby nie cierpienie".
Cierpienie to temat z którym jakoś się zmagam od dłuższego czasu. Wiele we mnie pytań, a odpowiedzi brak. Gdzie sens?
I powoli rodzi się we mnie zgoda. Zgoda na to, że nie rozumiem, co więcej, zgoda na to, że pewnie w tym życiu nie zrozumiem, że nie dostanę wszystkich odpowiedzi. Zgoda na to, jak moje życie wyglądało i jak wygląda. Akceptacja.
W końcu skoro moje życie jest w rękach Tego, który jest troskliwym, wszechwiedzącym, wszechmocnym i miłosiernym Tatą, to czy mogło się zdarzyć coś bez sensu? Coś, co nie przyniesie mi pożytku? Odpowiedź jest jasna.
Wracając do pieśni. Te dwa słowa: "kwitnąć" i "cierpienie" przypomniały mi cytat z "Urzekającej":
Pozostanie ściśniętą w pąku było bardziej bolesne, niż podjęcie ryzyka rozkwitnięcia.
Dodam do tego jeszcze jeden fragment.
Zaprawdę,
zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie
obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. J 12, 24
Ja tak zaczynam na to patrzeć: każda rana jest moją szansą, jest podwaliną zmiany. Kiedy umieram dla siebie, dla bliskich, kiedy umierają moje plany, relacje, marzenia, wtedy mogę przynieść owoc. Coś we mnie umiera i coś nowego się rodzi. I w te dziury mojego serca wchodzi Ten, który to wszystko przemienia, który rozlewa w nich swoje błogosławieństwo. Żebym rozkwitała. Żebym była najpiękniejszą wersją samej siebie.
https://www.youtube.com/watch?v=2RR02gmrOpA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz